sobota, 31 grudnia 2016

Rozdział 14

Krzysiek wszedł do szatni, a wszystkie spojrzenia odwróciły się w jego kierunku. Mężczyzna rzucił tylko zwykłe cześć i podszedł do swojej szafki. Przebierający się obok Bartek chciał zagadać przyjaciela, ale zrezygnował z tego pomysłu widząc umęczoną twarz Igły. Tym razem libero nie potrafił udawać, że wszystko jest w porządku. Sytuacja z chorobą Anastazji bardzo go wymęczyła. Jak tylko siatkarz pojawił się na hali został zawezwany przez trenera. Andrzej Kowal domagał się natychmiastowych wyjaśnień jego wczorajszej nieobecności. Libero, pomijając swoją nocną wpadkę wytłumaczył po krótce sprawę z dziewczynką.
-Mam nadzieję, że nie zaangażujesz się w to za bardzo, bo drużyna Cię potrzebuje.- skwitował mężczyzna
Niestety Krzysiek obawiał się, że już było za późno. Siatkarz nieustannie myślał o Magierskich. Nawet teraz, jego myśli zamiast skupiać się na treningu i plus lidze wybiegały w przód, do kolejnego spotkania z kobietą. Libero skinął delikatnie głową nie chcąc jeszcze bardziej rozzłościć mężczyzny. W trakcie treningu siatkarz próbował dać z siebie maksimum, żeby chociaż trochę udobruchać trenera. Przy okazji wyżycie się na piłce dobrze mu zrobiło. Chociaż na paręnaście minut zajął czym innym swoje myśli.
Anastazja zasnęła wymęczona chemią, oraz zażytymi lekami. W przeciwieństwie do spokojnej dziewczynki Weronika toczyła ze sobą wewnętrzną walkę. Kobieta była wdzięczna Krzyśkowi za otrzymaną pomoc, ale czuła, że to wszystko rozwijało się w zbyt szybkim tempie. Magierska nie chciała dawać mężczyźnie złudnych nadziei. Nie była taka. Nie potrafiła bawić się czyimś kosztem. Weronika obiecała sobie, że przy najbliższej okazji przeprowadzi poważną rozmowę z siatkarzem. Kobieta chciała, żeby sprawa była jasna. Dla niej Krzysiek był tylko przyjacielem. Na moment Magierska zawahała się przy tej myśli, ale prawie natychmiast odrzuciła własne wątpliwości. Kobieta usłyszała dźwięk otwieranych drzwi, ale nie odwróciła się za siebie, żeby sprawdzić kto przyszedł. Weronika była pewna, że to któraś z pielęgniarek. Ku jej zaskoczeniu po chwili rozległ się jakiś męski głos.
-Dzień dobry!
Magierska podskoczyła wystraszona i natychmiast odwróciła do tyłu głowę. W progu sali stał sam Jakub Błaszczykowski.
-Dzień dobry… co pan tutaj robi?- wyjąkała
Piłkarz przeszedł w głąb pokoju.
-Przysyła mnie dobra wróżka.- odparł tajemniczo
Weronika spojrzała na niego zdziwiona nie mogąc odnaleźć się w zaistniałej sytuacji.
-Kogo ma pan myśli?
Rozmowa pary najwyraźniej obudziła Anastazję ponieważ dziewczynka otworzyła powoli swoje oczka i spojrzała najpierw na mamę, a następnie przeniosła wzrok na mężczyznę.
-Pan… Kuba.- powiedziała z lekkim wysiłkiem
-Cześć. Jak się czujesz?
Kobieta z ogromnym wzruszeniem patrzyła jak piłkarz podchodzi do jej córki i wita się uściskiem dłoni.
-Jestem trochę słaba.- odparła mała Magierska
Kuba chwycił krzesło stojące pod ścianą i przystawił je obok łózka, a następnie usiadł na nim.
-Mam coś dla Ciebie.- oznajmił polski pomocnik
Na te słowa twarz dziewczynki od razu się rozpromieniła. Piłkarz podał jej torebkę z prezentem, a Anastazja natychmiast zajrzała do środka. Dziewczynka po kolei wyjmowała otrzymane pakunki wykazując coraz większą radość. Weronika, która dotychczas siedziała w milczeniu nadal nie mogła wydobyć z siebie głosu. To co zrobił Kuba wiele dla niej znaczyło. Dla niego pewnie to był tylko lot z Wolsburga do Rzeszowa. Mimo tego kobieta była mu wdzięczna z tę wizytę. Nareszcie na twarzy Anastazji pojawił się prawdziwy, niewymuszony uśmiech, który zniknął kilkanaście godzin temu.
-Umiesz grać w chińczyka?- zapytał po chwili Błaszczykowski
Dziewczynka potaknęła delikatnie głową, a mężczyzna wyjął z drugiej torby kwadratowe pudełko, średnich rozmiarów.
-Rozłóż planszę, a ja pójdę porozmawiać z Twoją mamą.- polecił jej spoglądając na Magierską
Chociaż Kuba nie zwrócił się do niej bezpośrednio kobieta wstała z krzesła i ruszyła za mężczyzną. Weronika usiadła na na jednym z plastikowych krzesełek, a piłkarz zajął miejsce po jej lewej stronie.
-Nadal się pani nie domyśla o kogo mi chodziło?- zagadnął próbując zmniejszyć zaistniałe między nimi napięcie
Magierska wytężyła swój umysł, ale do głowy przyszedł jej tylko Ignaczak, którego od razu skreśliła z listy potencjalnych dobrych wróżek.
-Nie.- odparła krótko
W tej chwili nie miało dla niej znaczenia kto za tym stoi. Liczyło się tylko to, że jej córka była szczęśliwa.
-Znam się od kilku lat z Krzyśkiem.
Mężczyzna nie musiał mówić nic więcej. To jedno, krótkie zdanie w zupełności wystarczyło, żeby kobieta wpadła w jeszcze większą panikę. Osoba, którą skreśliła na starcie okazała się być dobrą wróżką Anastazji. Chociaż przed paroma minutami Weronika chciała spowalniać poczynania libero to w tym momencie była mu wdzięczna za to co zrobił.
-Dziękuje panu.- powiedziała uśmiechając się serdecznie
-Może skończymy z tym grzecznościami?- zaproponował piłkarz na co kobieta od razu przystała
-Skoro jesteśmy sami to powiedź mi jakie są rokowania.
Tym razem głos mężczyzny nie był już taki swobodny i opanowany. Magierska odniosła wręcz wrażenie, że Kuba naprawdę przejął się losem dziewczynki.
-Nie najlepsze. Owszem jesteśmy dopiero na początku leczenia, ale lekarz mówi, że bez przeszczepu się nie obędzie.
Dopiero kiedy kobieta wypowiedziała te słowa na głos zdała sobie sprawę z ich znaczenia. Jeśli w najbliższym czasie nie znajdzie się dawca jej mała córeczka wyruszy na spotkanie ze swoim ojcem.
-Rozmawiałem już Małgosią, prezesem mojej fundacji i mamy pewien pomysł. Przed świętami chcemy zorganizować takie jak to nazwaliśmy świąteczne granie z Kubą. Zorganizujemy jakiś mecz piłkarski. Zaprosimy kilku sportowców, aktorów, muzyków, młodzież. Podczas tej imprezy będziemy zbierać pieniądze na leczenie pewnego chłopca, który cierpi na poważną chorobę kości. Oprócz tego możemy także nawiązać współpracę z DKMS. Każdy kto przyjdzie będzie się mógł zapisać do banku dawców. A nóż znajdzie się dawca dla Anastazji.
-Dziękuję!- wykrzyknęła po czym nie panując nad sobą rzuciła się na piłkarza
Reakcja kobiety bardzo wzruszyła Kubę i obudziła w nim pewne na pozór, już dawno zabliźnione rany. On już nie miał matki, ale dzięki babci wiedział co to znaczy rodzicielska troska.
-To nic wielkiego.- odparł nonszalancko
Umniejszanie swoich czynów i zasług było jego cechą rozpoznawalną.
-Nie prawda. Nawet ten Twój przyjazd tutaj ma dla mnie ogromne znaczenie. Widziałeś reakcję Anastazji. Od wczoraj wieczora ani razu się nie uśmiechnęła.
Piłkarz wzruszył jedynie ramionami nie chcąc ciągnąć tej bezsensownej dyskusji.
-Chodźmy do Anastazji. Pewnie już się niecierpliwi.
Rzeczywiście kiedy para weszła do sali dziewczynka wyraziła swoje niezadowolenie z powodu ich długiej rozmowy. Weronika zajęła poprzednie miejsce nie chcąc przeszkadzać Anastazji i Kubie. Jej córka jednak miała zupełnie inne plany. Od razu zaproponowała grę we trójkę. Mała Magierska powiedziała to tak stanowczym tonem, że kobieta nie próbowała nawet się sprzeciwiać. Weronika przystawiła krzesło bliżej łóżka ponieważ na nim znajdowała się już rozłożona plansza. Dziewczynka nie pytając o czyjekolwiek pozwolenie zastrzegła sobie prawo do niebieskich pionków. Kuba uśmiechnął się ciepło do Anastazji podając jej sześcienną kostkę, która sturlała się na ziemię. Dziewczynka odebrała ją odwzajemniając uśmiech mężczyzny. Podczas gry nie obyło się bez żartów i śmiechów. Nawet Weronika poczuła, że na chwilę zeszło z niej to całe napięcie. Patrząc na roześmianą twarz córki nie dopuszczała do siebie myśli, że ten uśmiech może niedługo zniknąć. Kuba posiedział z Anastazją ponad dwie godziny. Chociaż zarówno mina dziewczynki jak i piłkarza wskazywały na to, że chcieliby pobyć ze sobą jeszcze dłużej. Niestety na Anastazję czekał obiad i kolejna dawka leków. Kiedy mała Magierska konsumowała posiłek Weronika odprowadziła pomocnika. Po drodze kobieta jeszcze podziękowała mu za tę wizytę, a piłkarz po raz kolejny zapewnił, że dla niego to również było miłe spotkanie. Przy okazji mężczyzna obiecał, że jeszcze na pewno odwiedzi dziewczynkę. Na pożegnanie para wymieniła się numerami telefonów i każde ruszyło do swoich obowiązków.   

***
Wracam do was po świętach z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że się podoba. Dzisiaj trochę bez większej akcji, ale od następnej częśći znowu zacznie się dziać. Pozdrawiam! Do next! :)
Ps. Życzę wam udanej zabawy sylwestrowej oraz pomyśloności w Nowym Roku. Dużo zdrowia, spełnienia marzeń. A wszystkim twórcom opowiadań, którzy tutaj zaglądają życzę jeszcze dużo weny. Niech wena będzie z wami! :) 

czwartek, 22 grudnia 2016

Świąteczne życzenia

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia chcę życzyć wam wszystkim zdrowych i spokojnych świąt spędzonych w gornie najbliższych. Niech to będzie taki czas zatrzymania się na chwilę zdala od wszystkich codziennych obowiązków. W nadchodzącym, nowym roku niech spełnią się wszystkie wasze marzenia, a wszelkie troski niech omijają was szeroki łukiem.
Ponieważ w statystykach widziałam, że na mojego bloga zaglądają osoby z zagranicy postanowiłam dołączyć krótkie życzenia w ich ojczystych językach.

Feliz Natal e próspero Ano Novo!

Nollaig Shona agus Athbhliain Shona!


Merry Christmas and a Happy New Year!


Od wielu lat jestem zakochana w sowach dlatego dołączam wam świąteczną sowę! :)


Pozdrawiam! :)


Rozdział 13

Krzysiek wyswobodził się powoli z ramion Weroniki. Kobieta mruknęła coś pod nosem po czym przewróciła się na drugi bok i ponownie usnęła. Mężczyzna przetarł oczy kierując się do łazienki. Kiedy siatkarz wyszedł z toalety spojrzał ze smutkiem na dwie śpiące istoty. Chociaż różniły się wiekiem były tak samo bezbronne. Libero wyrwał małą kartkę z notatnika leżącego na szafce obok łóżka dziewczynki i zostawił krótką wiadomość dla Magierskiej.
-Pojechałem do domu trochę się ogarnąć. Przyjadę po treningu. W razie czego dzwoń. Mimo wszystko życzę wam miłego dnia.
Krzysiek
Mężczyzna ostatni raz spoglądnął na Weronikę i Anastazję po czym chwycił kurtkę i wyszedł z sali. Po drodze siatkarz minął się z lekarzem prowadzącym małą Magierską, ale ten rzucił tylko dzień dobry i ruszył dalej. Krzysiek wyjął komórkę z kieszeni kurtki, żeby zobaczyć, która jest godzina. Niestety bateria już dawno temu padła. Libero westchnął jedynie wychodząc ze szpitala. Jak tylko siatkarz znalazł się w swoim domu natychmiast poszedł podłączyć telefon. Za raz po włączeniu komórki wyświetliło mu się ponad 20 nieodebranych połączeń i 10 nieprzeczytanych wiadomości. Zarówno telefony jak i sms-y były od Bartka. Libero od razu wybrał numer atakującego, który odebrał za pierwszym sygnałem.
-No w końcu raczyłeś oddzwonić!- ofuknął go przyjaciel
Siatkarz rzucił tę uwagę mimo uszu i zaczął się tłumaczyć.
-To była sytuacja awaryjna.
-Co znowu się upiłeś?
-Nie!- warknął i natychmiast zapiło mu się światełko w głowie
-A skąd w ogóle wiesz, że się ostatnio upiłem.
-Twoja panna się ze mną spotkała.- odparł Kurek
-Jaka panna, o kim Ty mówisz?- Krzysiek coraz mniej rozumiał
-Weronika czy jakoś tak miała na imię.
Po raz kolejny zachowanie kobiety bardzo zdziwiło libero. Znowu miała przed nim jakieś tajemnice. Teraz jednak najbardziej zastanawiał go fakt jak skontaktowała się atakującym.
-Zadzwoniła do Ciebie czy co?- zapytał próbując połapać się w tym wszystkim
-No tak. Igła kurde co to za śledztwo. Kobieta się o Ciebie martwi…
-Teraz to powinna martwić się o siebie.- wypalił libero co natychmiast zaintrygowało siatkarza
-Zatem ta awaryjna sytuacja była związana z Weroniką?- domyślił się
-Jej córka ma białaczkę.
Po drugiej stronie zapadła głucha cisza. Krzysiek odsunął telefon od ucha, żeby sprawdzić czy połączenie nie zostało czasem przerwane, ale na ekranie komórki nadal widniało zdjęcie Kurasia.
-Halo, Bartek jesteś tam?!- zawołał ponownie przykładając telefon do ucha
-Tak. Po prostu nie wiem co powiedzieć.- wyjąkał po dłuższej chwili mężczyzna
-Miałem wczoraj tak samo. Ta wiadomość kompletnie ścięła mnie z nóg. Jeszcze jak sobie pomyślałem, że na miejscu tej dziewczynki mogła być moja Dominika to już w ogóle zrobiło mi się słabo.
-Jakie ma szanse?
-Będą podawać jej chemię, ale lekarz mówi, że jedynym wyjściem jest przeszczep szpiku.
-No to zagadaj do władz klubu. Na pewno uda się zorganizować jakąś akcję.- poradził mu przyjaciel
-Kontaktowałem się już z Kubą. Może jego fundacja coś zdziała.
-Nie zaszkodzi działanie na kilka frontów. Chyba wiesz, że znalezienie dawcy nie jest wcale takie proste.
-Wiem.- zirytował się libero
-Dobra Igła. Zrobisz jak zechcesz!- zawołał próbując załagodzić sytuację
-O której jest trening?- zapytał ucinając niewygodny temat
-O 14, ale czujesz się na siłach?
Krzysiek westchnął głęboko zanim odpowiedział. Mężczyzna starał się zrozumieć troskę przyjaciela. Bartek był przy nim zawsze w najtrudniejszych momentach. Tym razem jednak libero chciał stanąć na wysokości zadania i samemu poradzić sobie z problemem.
-Wycisk na boisku dobrze mi zrobi.- odparł wymijająco
Atakujący wiedział, że jakakolwiek dyskusja z przyjacielem nic nie da dlatego zakończył połączenie. Libero jeszcze raz przejrzał otrzymane wiadomości i natknął się na sms-a od Kuby. Dopiero wtedy siatkarz przypomniał sobie, że miał zadzwonić do pani Małgosi. Nie chcąc odkładać tego na później Krzysiek wybrał nadesłany numer.
-Małgorzata Domagalik.- kobieta odebrała za drugim sygnałem
-Dzień Dobry. Krzysztof Ignaczak.- przedstawił się i już chciał zacząć nakreślać sytuację, ale pani Małgosia weszła mu w słowo
-Kuba dzwonił do mnie wczoraj i powiedział co nieco.
-Miałem się skontaktować z panią już wczoraj, ale w tym całym zamieszaniu jakoś mi to umknęło.- usprawiedliwił się na wstępie i zapytał -Możecie jakoś pomóc Anastazji?
-Nie bezpośrednio. To znaczy możemy zorganizować jakąś akcję. Ostatnio np. nasza fundacja organizowała turniej piłkarski połączony z koncertem Kamila Bednarka podczas, którego każdy kto przyszedł mógł zapisać się do banku dawców.
-Dacie radę zrobić coś takiego dla Anastazji? Lekarz mówi, że przeszczep to jedyny ratunek, a ona ma bardzo rzadką grupę krwi.
-Porozmawiam z Kubą i coś na pewno wymyślimy. Z tego co wiem to Kuba miał dzisiaj przyjechać do Polski.
-Już dzisiaj?- zdziwił się przypominając sobie swoją rozmowę z przyjacielem
-Tak. Nie mówił mi skąd ta nagła zmiana planów.
-Dobrze. W takim razie jesteśmy w kontakcie. Dziękuję za wszystko.
-Podziękuje nam pan jak uda się pomóc tej dziewczynce. Do widzenia.- odparła kobieta po czym zakończyła połączenie
Krzysiek spojrzał na ścienny zegar i jęknął widząc, że zostały jeszcze ponad dwie godziny do treningu. Libero wstał z kanapy i udał się do kuchni przyszykować śniadanie, ale ostatecznie zrezygnował z jedzenia i wypił tylko mocne espresso. W trakcie tych kilkudziesięciu minut mężczyzna nieustannie myślał o Weronice i jej córce. Siatkarz nadal nie potrafił pogodzić się z niesprawiedliwością losu. Czym zawiniła ta bezbronna kobieta, że życie tak bardzo się nad nią znęcało. Po dłuższych dywagacjach Krzysiek stwierdził, że to samo pytanie mógłby postawić w stosunku do siebie. Czym on zawinił, że los odebrał mu ukochaną osobę, matkę jego dzieci? Głębokie rozmyślania libero, przerwał dźwięk telefonu. Siatkarz spojrzał na ekran i zdziwił się widząc migające na ekranie imię polskiego pomocnika.
-Halo, no cześć!- rzucił do słuchawki próbując wykrzesać z siebie odrobinę entuzjazmu co nie było takie łatwe
-Cześć. Przyjechałem wcześniej do Polski i tak sobie pomyślałem, że może odwiedziłbym tą małą.- zaproponował nieśmiało Kuba
Krzyśka momentalnie zatkało. Błaszczykowski po raz kolejny pokazał jakim jest wrażliwym człowiekiem. Libero do teraz pamiętał jak Kuba pojechał na pogrzeb Dominiki, dziewczynki, z którą spotkał się parę razy na oddziale onkologicznym, przed ważnym meczem z Niemcami. Co prawda polski pomocnik nie wyszedł wtedy na murawę z powodu kontuzji, ale dla siatkarza to i tak był bardzo znaczący gest.
-Um. Jeśli masz czas i ochotę to Anastazja na pewno się ucieszy.- wydukał
Propozycja Błaszczykowskiego nadal robiła na nim ogromne wrażenie.
-Napatrzyłem się już na wiele ludzkiego cierpienia i jeśli mogę sprawić komuś radość samą swoją obecnością to czemu miałbym tego nie robić.- odparł piłkarz, a Krzysiek pomyślał, że jest niewielu takich skromnych ludzi na tym świecie.
-Miło słyszeć takie słowa z ust tak wielkiej gwiazdy.
Kuba roześmiał się w odpowiedzi.
-Wiesz, że nie znoszę jak ktoś nazywa mnie gwiazdą. Lepiej powiedz, w którym szpitalu leży Anastazja?
-W Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr.2 na Lwowskiej 60. Będziesz wiedział jak dojechać?
-Tak. Jakby co mam GPS w samochodzie.
-Kuba jeszcze raz dzięki za wszystko. Jesteś prawdziwym przyjacielem.- powiedział wzruszony
Błaszczykowski od wielu lat był jednym z jego trzech, a teraz już niestety dwóch najlepszych przyjaciół Z Bartkiem utrzymywał odrobinę bliższe relacje ponieważ obecnie grali w tym samym klubie, a do niedawna spotykali się na zgrupowaniach reprezentacji. Z Kubą niestety, w większości rozmawiał przez skype'a, albo widział się w realu parę razy do roku.
-Nie ma za co. Do zobaczenia.- piłkarz zakończył połączenie
Weronika przebudziła się nerwowo. Kobieta rozejrzała się dookoła i zdała sobie sprawę, że choroba córki nie była tylko złym koszmarem. Na drugim łóżku stojącym parę metrów dalej spała Anastazja. Dziewczynka wierciła się nerwowo jakby coś ją bolało. Magierska podniosła się do pozycji półleżącej, a po chwili wstała i podeszła do córki. Kiedy kobieta stanęła przy łóżku dziewczynki dostrzegła małą kartkę z wiadomością jak się domyśliła od Krzyśka. Czytając te paręnaście słów Weronika przypomniała sobie wydarzenia minionej nocy. Magierska była na siebie wściekła, że dała się ponieść emocjom. Kobieta bała się teraz spojrzeć siatkarzowi w oczy. Co niby miałaby mu powiedzieć. Że to był wypadek, że zadziałały emocje, że tego żałuje? Przecież wcale tak nie było. Weronika pocałowała libero nie w przypływie ataku paniki, samotności czy desperacji. Zrobiła to, bo po prostu tego pragnęła. Dziewczynka zaczęła się wybudzać, a na jej twarzy pojawił się lekki grymas bólu. Weronika już chciała iść zawołać pielęgniarkę, ale wtedy do pokoju wszedł lekarz zajmujący się Anastazją. Mężczyzna przywitał się zwykłym dzień dobry i od razu przeszedł do krótkiego wywiadu. Chociaż lekarz zapewnił małą Magierską, że na pewno wyzdrowieje kobieta nie dała się zwieść. W jego spojrzeniu czaił się dziwny błysk smutku. Czyżby było aż tak źle? To pytanie nurtowało Weronikę najbardziej. Magierska wiedziała, że walka z rakiem nie jest łatwa, ale jak każda matka chciała wierzyć, że jej córka wyjdzie z tego boju zwycięsko. Po śniadaniu zjawiła się pielęgniarka, która podpięła dziewczynce pierwszą dawkę chemii. Weronika siedziała na krzesełku obok łóżka Anastazji i wpatrywała się pustym wzrokiem w kropelki przezroczystego płynu wpadające do krwiobiegu tego małego ciałka.
-Mamusiu zimno mi.- pożaliła się mała Magierska
Kobieta przytknęła dłoń do czoła córki po czym zawołała zdenerwowana.
-Przecież Ty jesteś rozpalona!
Weronika natychmiast wybiegła z sali i zaczepiła pierwszą spotkaną pielęgniarkę.
Chwilę później w pokoju dziewczynki zjawił się lekarz. Jego mina nie wróżyła niczego dobrego.
-Panie doktorze co jest?- zapytała łamiącym głosem
-Obawiam się, że nie zostało nam zbyt wiele czasu.- odparł tajemniczo
-To znaczy?
-Do przeszczepu szpiku. Najlepiej gdyby to była osoba spokrewniona, ale nawet zgodny szpik będzie dla nas ratunkiem.
-Pan chce mi powiedzieć, że moja córka umiera!- wrzasnęła z bezsilności
Mężczyzna westchnął głęboko po czym odparł ze stoickim spokojem.
-To dopiero pierwsza dawka chemii. Może po niej będzie trochę lepiej. Proszę nie tracić nadziei.
-Nadzieja?-prychnęła w myślach

W ostatnim czasie zbyt często musiała żyć nadzieją i pustą wiarą. Najpierw łudziła się, że Artur ,jak to często miał w zwyczaju ,stanie przy kuchennym blacie i będzie czaił się na świeżo upieczone pieguski. A teraz musiała wierzyć, że jej córka zdąży się jeszcze zakochać, założyć rodzinę czy pójść na studia.

***
Jakiś czas mnie tutaj nie było, ale już jestem. Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Jak myślicie czy uda się znaleźć dawcę dla Anastazji? Napomknę tylko, że nie zapomniałam o Karolinie i o tym, że zna małą. Te fakty mogą się okazać bardzo znaczące w dalszym ciągu historii. Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next! :)

wtorek, 13 grudnia 2016

Co z kolejnym rozdziałem?

Z przykrością muszę poinformować, że na razie nowego rozdziału nie będzie. Dopadła mnie potworna choroba i na nic nie mam siły. Mam nadzieję, że uda mi się do was wrócić jak najszybciej. Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next!:)

środa, 7 grudnia 2016

Rozdział 12

Weronika czuwała przy córce. Kobieta pomimo uprzednich próśb Krzyśka i lekarza zajmującego się dziewczynką nie zamierzała wracać do domu. Anastazja była wszystkim co miała. Była dla niej pozostałością jakiejś części po Arturze. Siatkarz widząc, że Dominika zasypia już na siedząco zamówił taksówkę, żeby odwieźć córkę do rodziców. Libero nie umiał powiedzieć dlaczego, ale nie potrafił zostawić teraz kobiety samej. Mężczyzna tłumaczył sobie, że to zwykła empatia. Kiedy on przeżywał tragedię miał obok ludzi, którzy go wspierali. W przeciwieństwie do niego Weronika była sama i sama musiała radzić sobie z tym wszystkim. Kobieta próbowała namówić Krzyśka do powrotu do domu, ale ten pozostał nieugięty. Weronika mogła udawać nie wiadomo jak twardą, jednak jego nie oszuka. Pod tą maską pewności siebie kryła się mała, bezbronna istota. Na jej barki w przeszłości spadło już tak wiele, a teraz musiała zmierzyć się z kolejnym ciężarem. Kiedy Krzysiek zajechał do rodziców natychmiast został przez nich oblężony. Przez telefon mężczyzna jedynie wytłumaczył im, że musi pomóc swojej znajomej.
-Synku co się dzieje?- zapytała zmartwiona pani Halina
-Córka mojej znajomej zachorowała na białaczkę.- odparł zmęczonym głosem
-Mój boże!- wykrzyknęła kobieta zanim wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z mężem
-Nie wiedziałam, że się z kimś spotykasz po śmierci Iwonki. -powiedziała na co siatkarz przewrócił teatralnie oczami
Dlaczego wszyscy upatrywali się w jego relacji z Weroniką czegoś więcej. Byli dwójką dobrych znajomych, których połączyła bolesna przeszłość.
-Mamo nie jesteśmy razem.- zaprzeczył natychmiastowo po czym zwrócił się do córki
-Dominika idź do Sebastiana. Za raz do was przyjdę.
Dziewczynka pobiegła na górę, a Krzysiek usiadł na kanapie i zaczął mówić. Te słowa chociaż nie dotyczyły jego osoby personalnie przychodziły mu bardzo trudno. Ponownie ujrzał w myślach smutną twarz dziewczynki. Wręcz słyszał jej zapewnienia, że będzie walczyć. Lekarz poinformował Anastazję o jej stanie w jak najdelikatniejszy sposób. Na początku mała Magierska przyznała, że się boi, ale widząc zapłakane oczy swojej mamy dodała.
-Nie płacz mamusiu. Jestem silna i będę walczyć.
Krzyśkowi w tamtym momencie cisnęło się na usta wiele słów. Iwonka mówiła dokładnie to samo. Również za każdym razem kiedy się żegnali powtarzała zobaczysz jak przyjdziesz jutro będę się czuła o wiele lepiej i będę miała lepsze wyniki. Niestety pewnego razu jak przyszedł zastał już puste łóżko żony. Rodzice patrzyli zmartwieni na syna. Już dawno nie widzieli, żeby był w takiej rozsypce.
-Synku powiesz nam co się dzieje?- zapytała pani Halina kładąc rękę na ramieniu libero
-Sam chciałbym to wiedzieć.- wyznał
-Kim jest ta kobieta?- to pytanie padło ust pana Janusza
-To Weronika. Poznałeś ją wtedy przed naszym domem.
-Chodzi o Anastazję?! Tę przemiłą dziewczynkę?!- wykrzyknęła jego matka
-Znasz ją?- zdziwił się siatkarz
-Tak. Była u nas na obiedzie. Dominika i ta dziewczynka bardzo się zakolegowały.
Siatkarz westchnął głęboko zastanawiając się dlaczego Weronika zataiła to przed nim. To przecież nie była jakaś zbrodnia.
-Dobra. Nie ważne. Zajmiecie się dzisiaj dziećmi? Weronika nie powinna zostać teraz sama.- powiedział, a pani Halina uśmiechnęła się w myślach przypominając sobie rozmowę z parku
Magierska nie wierzyła, że się jeszcze kiedyś ktoś się nią zainteresuje, a tymczasem wszystko wskazywało na to, że wpadła w oko Krzyśkowi.
-Pewnie jedź.- zapewniła pospiesznie
-Weronika Cię teraz potrzebuje.
Libero jęknął słysząc dziwny podtekst w słowach kobiety.
-Mamo my…- już chciał po raz kolejny zaprotestować jednak pani Halina nie dała mu skończyć
-Jedź już.
Krzysiek podniósł się z kanapy i zaczął oklepywać kieszenie w celu znalezienia kluczyków od auta. Dopiero po chwili mężczyzna przypomniał sobie, że przyjechał taksówką.
-Tato pożyczyłbyś mi auto. Moje nie chciało dzisiaj zapalić i musiałem wziąć taksówkę.
-Oczywiście. Za raz Ci przyniosę kluczyki.
Pan Janusz pomknął na górę do sypialni, a libero zgodnie ze wcześniejszą obietnicą zajrzał do dzieci. Sebastian podniósł tylko wzrok na ojca, ale nie odezwał się ani słowem. Za to Dominika natychmiast wpadła w ramiona siatkarza i zaczęła cicho płakać.
-Tatusiu, ale Anastazja będzie zdrowa?- zapytała cichutkim głosikiem
-Oczywiście, że tak. Pan doktor poda jej lekarstwo i wyzdrowieje.
Krzysiek wiedział, że w rzeczywistości to wszystko będzie wyglądać zgoła inaczej, jednak nie umiał powiedzieć własnej córce, że jej najlepszą koleżankę czeka teraz ciężka i niełatwa walka. Walka na śmierć i życie.
-Bądźcie grzeczni.- zwrócił się do obydwojga wypuszczając dziewczynkę ze swoich ramion
Sebastian prychnął tylko pod nosem i powrócił do czytania książki, a Dominika obdarowała mężczyznę całusem w policzek wracając do rysowania. Kiedy libero zszedł na dół zastał zmartwionych rodziców. Pani Halina próbowała uśmiechnąć się serdecznie, żeby ukryć oznaki wcześniejszego płaczu, ale Krzysiek nie dał się zwieść. Reakcja jego rodziców utwierdziła go w przekonaniu, że Weronika była kobietą wyjątkową. Roztaczała wokół siebie niesamowitą aurę. W przeciągu chwili zyskała sympatię Dominiki co nie było łatwe w ostatnim czasie. Niekiedy nawet on nie potrafił dotrzeć do córki. Siatkarz odebrał od ojca kluczyki i dokumenty po czym skierował się do wyjścia.
-Pozdrów je od nas.- poprosiła pani Halina powstrzymując kolejną falę płaczu
-Pozdrowię.- zapewnił i wyszedł
Po niecałych 30 minutach libero dotarł do szpitala. Kiedy mężczyzna wszedł do sali, w której leżała Anastazja zastał śpiącą Weronikę z głową opartą o ramię łóżka. Krzysiek po cichu przeszedł w głąb pomieszczenia, żeby nie obudzić dziewczyn. Libero zdjął kurtkę rzucając ją na krzesło stojące w kącie po czym wziął kobietę na ręce, żeby przenieść ją na drugie łóżko, które zostało specjalnie dostawione. Normalnie regulamin szpitala zabraniał nocnych wizyt, ale z racji bardzo młodego wieku dziewczynki lekarz zgodził się na to, żeby mogli zostawać na noc. Magierska przebudziła się na chwilę i zaczęła coś mamrotać.
-Śpij dalej.- poprosił łagodnym głosem
Kobieta ponownie zamknęła oczy i oddała się w krainę morfeusza. Libero ułożył delikatnie Weronikę na łóżku i zajął jej poprzednie miejsce. Jemu również zaczęło się udzielać zmęczenie. To był bardzo emocjonujący dzień także dla niego. Już po paru minutach zaczął go boleć kark z powodu niewygodnej pozycji, ale powiedział sobie w myślach, że Weronika i Anastazja są warte tego poświęcenia. Libero już prawie zasypiał kiedy usłyszał głośny krzyk kobiety. Magierska zaczęła szamotać się na łóżku wykrzykując jakieś urywane słowa. Mężczyzna domyślił się, że śni jej się śmierć męża. Siatkarz niepewnie podszedł pod łóżka Weroniki. Krzysiek zastanawiał się przez dłuższą chwilę co robić, ale ostatecznie usiadł obok kobiety i pogłaskał ją delikatnie po policzku. Gest ten całkowicie rozbudził Magierską.
-Która godzina?- zapytała sennie
-Dochodzi 11 w nocy.- odparł spoglądając na elektroniczny zegarek na lewej ręce
-To co Ty tu jeszcze robisz!- wrzasnęła na niego
-Powinieneś by teraz w domu. Z dziećmi. Sebastian Cię potrzebuje.
-Dzieci są u dziadków.- natychmiast uciął jej zmartwienia i dodał
-Wy też mnie potrzebujecie. Kiedyś Ty mi pomogłaś to teraz ja pomogę tobie.
-Ale co Ty porównujesz opiekę podczas meczu do czegoś takiego?!
-Ja potrzebowałem takiej pomocy ty potrzebujesz innej.- ponownie nie dał szans kobiecie do wszczęcia zaciętej dyskusji
-A gdzie będziesz spać? Przecież musisz dbać o swoje zdrowie bo inaczej nie będziesz mógł grać, a wtedy trener zabije i mnie i Ciebie.- sięgnęła po mocny argument
-Tę jedną noc jakoś przetrzymam…
-O nie…
Krzysiek myślał, że za chwilę usłyszy długą litanię dlaczego powinien wrócić do domu, a tymczasem z ust kobiety padła zaskakująca propozycja.
-Jeśli koniecznie chcesz już zostać co uważam za szczyt bezmyślności, to połóż się obok mnie. Jakoś się pomieścimy.
-Nie chcę, żebyś poczuła się niekomfortowo.- zaczął się wymigiwać, ale tak naprawdę to on bał się, że przekroczenia kolejnej granicy w ich relacjach
Owszem już raz spali w jednym łóżku. Wtedy jednak Krzysiek kompletnie nie wiedział co się działo na około, a ponadto łóżko było na tyle duże, że mieli między sobą sporo wolnej przestrzeni. Tutaj jednak musieli by spać bardzo blisko siebie. Kiedy libero wyobraził sobie ich razem w tym łóżku poczuł jakby właśnie zdradzał Iwonkę. Wraz z tą myślą powróciły do niego słowa Sebastiana, że zapomniał o mamie i pocieszył się inną.
-No dalej kładź się. Przecież widzę, że już zasypiasz na siedząco.
Weronika widząc, że siatkarz nie wykonuje jakiegokolwiek ruchu dodała:
-Przecież nic Ci nie zrobię. To tylko jedna noc w jednym łóżku.
-Okey.- uległ w końcu zdejmując buty
Kobieta przesunęła się na skraj łóżka i odwróciła plecami do Krzyśka. Mężczyzna próbował znaleźć sobie wygodną pozycję, ale nie było to łatwe. Problemu nie zastanowiło za krótkie czy zbyt miękkie łózko, ale obecność Weroniki po drugiej stronie. Jakaś niewidzialna siła ciągnęła go w jej kierunku. Siatkarz długo próbował walczyć z tym uczuciem, ale w końcu się poddał i przewrócił się twarzą do Magierskiej. Kobieta jakby wiedziona jakimś instynktem uczyniła to samo. Ich twarze dzieliło zaledwie parę minimetrów. Weronika uniosła dłoń i przeczesała palcami artystycznie ułożone włosy libero.
-Dziękuję Ci, że jesteś.- wyszeptała, a później zrobiła coś czego się kompletnie nie spodziewała
Przycisnęła swoje usta do warg siatkarza. Kiedy dotarło do kobiety co zrobiła chciała się natychmiast odsunąć od mężczyzny, ale wtedy Krzysiek pogłębił ten pocałunek. Przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie i sprawił, że poczuła chwilowe szczęście i zapomniała o wszelkich troskach.

***
Mamy kolejny rozdział. Tym razem może bez jakiejś większej akcji, ale od następnego znowu zacznie się coś dziać. Pozdrawiam! Miłego dnia! Do next! :)

środa, 30 listopada 2016

Rozdział 11

-Co to znaczy?- zapytała wystraszona
-Musimy wykonać jeszcze jedno badanie.- zbył ją zdawkowo
-Panie doktorze co pan podejrzewa?!
-Nie ma sensu siać niepotrzebnie paniki. To badanie da nam stuprocentową pewność.
Weronika weszła do sali gdzie leżała jej córka i zamarła na zastany widok. Gdzie się podziała ta żywiołowa i pełna energii dziewczynka?
-Mama!- zawołała z wyraźnym wysiłkiem
-Jestem kochanie.- odparła siadając na krzesełku obok łóżka po czym delikatnie ścisnęła dłoń córki
-Co mi jest?
-Jeszcze nie wiadomo. Lekarze muszą Ci zrobić jedno dodatkowe badanie.
-Bardzo boli mnie brzuch.- pożaliła się Anastazja
-Za raz zawiadomię pielęgniarkę i da Ci coś przeciwbólowego.- obiecała po czym krzyknęła do przechodzącej akurat sanitariuszki
-Moją córkę bardzo boli brzuch. Mogłaby pani jej coś podać.
-Już zawołam lekarza.- odpowiedziała wychodząc z sali
Po krótkiej chwili zjawił się lekarz, który dokładnie zbadał brzuch dziewczyny i wydawkował środki przeciwbólowe.
-Pani Aniu przewozimy dziewczynkę do sali zabiegowej.- zarządził doktor po czym zwrócił się do Weroniki
-A panią proszę, żeby poczekała na korytarzu.
-Mamusiu boję się!- zapłakała mała Magierska
-Nic się nie bój! Wszystko będzie dobrze!- zapewniła chociaż sama nie wierzyła w swoje słowa
Kobieta usiadła na krześle i zaniosła się głośnym szlochem. Wszystkie te emocje, które tak usilnie starała się hamować wróciły do niej teraz ze zdwojoną siłą. Po krótkiej chwili Weronika poczuła jak czyjeś malutkie ramiona uwieszają jej się na szyi. W pierwszym odruchu Magierska pomyślała, że to Anastazja, ale prawie od razu przypomniała sobie, że dziewczynka przechodzi teraz jakieś badanie. Zaskoczona kobieta podniosła głowę i ujrzała zmartwioną twarz Dominiki. Parę kroków za nią stał zmizerowany Krzysiek.
-Co wy tutaj robicie?- zapytała
-Dominika do mnie zadzwoniła i powiedziała co się stało. Wziąłem taksówkę i jak najszybciej przyjechaliśmy.
-Ciociu co z Anastazją?- do rozmowy wtrąciła się mała Ignaczakowa
-Jeszcze nic nie wiadomo. Właśnie robią jej jakieś badanie.
-Lekarz Ci coś mówił?- libero usiadł obok Weroniki i delikatnie ją objął
Kobieta wtuliła się w mężczyznę opierając swoją głowę o jego ramię.
-Nie, ale jak zobaczył wyniki to bardzo się zmartwił. Krzysiek tak bardzo się boję, że ją stracę. Ja tego nie przeżyję!- ponownie zaczęła szlochać
-Ciiii. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Może to jakaś zwykła infekcja.- mężczyzna starał się ją uspokoić, ale na marne
-Gdyby to była zwykła infekcja to ten lekarz aż tak by się nie wystraszył i nie robił z tego jakiejś wielkiej tajemnicy.
-Może nie chciał Cię nie potrzebnie martwić na zapas.
-Sama już nie wiem co mam myśleć. Czy to życie się na mnie jakoś uwzięło! Czy śmierć Artura to za mało na moje barki!
-Nie mów tak!- przerwał jej stanowczo
-Myśl pozytywnie.
-A czy Ty myślałeś pozytywnie jak widziałeś, że Iwonka…- w porę ugryzła się w język zanim powiedziała umarła jednak siatkarz i tak wiedział o co jej chodzi
-Ale ona i ja zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że odchodzi, a Anastazja jest jeszcze bardzo młoda i ma bardzo duże szanse. Nie zakładaj na wstępie najgorszego.
-Panie doktorze i co?!- zawołała do wychodzącego mężczyzny
-Wyniki będą za jakieś półgodziny. Do tego czasu musimy czekać. Jak czegoś się dowiem od razu panią zawiadomię.- obiecał po czym odszedł
-Muszę jej przywieź jakieś rzeczy, ale nie chcę, żeby była sama.- zwróciła się do Krzyśka
-Jedź, a ja z nią zostanę. Anastazja na pewno się ucieszy na widok Dominiki.
-Dziękuję Ci!- wykrzyknęła i w przypływie nagłej radości pocałowała siatkarza w policzek
-Nie ma za co.- odpowiedział, ale Weronika już wybiegała przez szklane drzwi szpitala
-Tatusiu, ale nic nie będzie Anastazji?- zapytała smutna Dominika
-Nie.- zapewnił chociaż sam miał jakieś złe przeczucia co do zdrowia dziewczynki
Po półgodzinie Weroniki nadal nie było, ale lekarz miał już wszystkie wyniki badań małej Magierskiej. Chociaż Krzysiek skłamał, że jest ojcem Anastazji mężczyzna uznał, że takie informacje należy przekazywać w obecności obydwojga rodziców. Słowa te bardzo zaniepokoiły libero, ale postanowił zachować kamienną twarz ze względu na swoją córkę, która była bardzo spostrzegawcza. W końcu zdyszana kobieta wbiegła do szpitala taszcząc na ramieniu zapakowaną torbę sportową.
-I jak wiadomo już coś?- zagadnęła, a wtedy zjawił się lekarz
-Skoro są już państwo we dwójkę to zapraszam do mojego gabinetu.
Weronika spojrzała zdziwiona na siatkarza, a ten wyszeptał jej na ucho.
-Powiedziałem, że jestem ojcem Anastazji, żeby się czegoś dowiedzieć.
Gest ten bardzo rozczulił Magierską. Mężczyzna mógł teraz sobie odpoczywać w domu popijając kawę, a zamiast tego siedział z nią na szpitalnym korytarzu i martwił się tak samo jak ona.
-Proszę niech państwo usiądą.- lekarz wskazał ręką dwa krzesła naprzeciwko biurka i sam zajął miejsce splatając dłonie przed sobą
-Nie będę ukrywał, że sytuacja jest bardzo poważna.- powiedział na wstępie
-To znaczy?- wyjąkała spanikowana
-Morfologia krwi wykazała niedokrwistość, małopłytkowość, a także znaczny spadek białych krwinek granulocytów.
-Może pan mówić jaśniej?
-Biopsja szpiku kostnego potwierdziła białaczkę limfoblastyczną.
-Chce mi pan powiedzieć, że moja córka ma raka? To jakiś żart prawda? Jest tutaj gdzieś ukryta kamera?- zaśmiała się histerycznie.
-Bardzo mi przykro.-kontynuował lekarz
-Im szybciej zaczniemy leczenie tym większe są szanse na powodzenie kuracji. Białaczka została wykryta stosunkowo szybko co jeszcze bardziej zwiększa szanse państwa córki. Od jutra rozpoczniemy chemioterapię, ale musimy również rozpocząć poszukiwania dawcy szpiku. Anastazja ma bardzo rzadką grupę krwi co nieznacznie, ale jednak zawęża grupę potencjalnych dawców.
Słowa mężczyzny docierały do kobiety jakby przez mgłę. Weronika nadal nie mogła uwierzyć, że jej mała dziewczynka będzie musiała zmierzyć się z tak potwornym paskudztwem.
-Jakie są rokowania?- zapytał Krzysiek
Starał się być opanowany, ale jego również ta wiadomość przygniotła do ziemi. Libero wyobraził sobie, że zamiast Anastazji znajduje tam się jego Dominika i momentalnie poczuł jak ściska go w żołądku.
-Trudno powiedzieć. To wszystko zależy od organizmu. Organizm państwa córki jak na razie dzielnie walczy, ale wiele organizmów reaguje tak na początku. Po pierwszej dawce chemii będziemy mieli trochę bardziej klarowny obraz.
-Rozumiem.- odpowiedział w ich imieniu Krzysiek
-Wysłaliśmy już zgłoszenie do banku dawców szpiku. Teraz czekamy na odpowiedź. Mogą państwo również popytać wśród najbliższej rodziny. Może ktoś będzie miał taką samą grupę krwi.
-A co potem?- to pytanie padło z ust kobiety
-Potencjalny dawca będzie musiał przejść szereg badań pod względem zgodności tkankowej.- wyjaśnił lekarz
-Niestety może zdarzyć się tak, że pomimo zgodności tkankowej organizm odrzuci przeszczep.
-A wtedy?
-Ponownie rozpoczniemy procedurę. Muszą być państwo bardzo silni bo córka będzie potrzebować państwa wsparcia.
-Dobrze. Dziękujemy za wszystko.- powiedział libero i zwrócił się do kobiety chwytając ją pod ramię
-Chodź kochanie.
Kobieta ociężale podniosła się z krzesła. Ledwie para opuściła gabinet Weronika po raz kolejny zaczęła głośno płakać.
-Krzysiek nie dam rady. To wszystko mnie przerasta.
-Nie zostawię Cię z tym samej.- obiecał przytulając Magierską
-Idź do Dominiki i Anastazji. Muszę wykonać jeszcze jeden telefon.
-Dziękuję Ci za wszystko. Gdyby nie Ty…
-No idź już.- ponaglił ją
-Idę, idę.
Siatkarz wyjął z kieszeni kurtki komórkę i wybrał dobrze znany numer.
-Hej Kuba!- przywitał przyjaciela
-Kiedy przyjeżdżasz do Polski?
-Cześć! Za 4 dni gramy mecz z Rumunią.- odpowiedział mu mężczyzna
-A o co chodzi?
-Miałbym do Ciebie sprawę. Tym razem nie prywatną lecz służbową.
-Słucham.
-Córka mojej znajomej zachorowała na białaczkę i pilnie potrzebujemy dawcy szpiku. Pomyślałem sobie, że może Twoja fundacja mogłaby coś zdziałać.- wyjaśnił
-Znajoma? Nie wiedziałem, że się z kimś spotykasz po śmierci Iwony.
-Kuba teraz są ważniejsze sprawy.- zirytował się
-Możesz nam pomóc czy nie?
-Najlepiej będzie jak zadzwonisz do Małgosi i z nią wszystko obgadasz.- poradził mu i dodał
-Za raz wyślę Ci do niej numer.
-Dzięki. Na Ciebie zawsze można liczyć.
-Jeśli mogę komuś pomóc to dlaczego miałbym tego nie robić.- odparł luźno
-Ile lat ma ta dziewczynka?
-7. Chodzi do jednej klasy z Dominiką.
-Dobra. To już wysyłam Ci ten numer i zadzwoń do Małgosi. Na pewno uda się coś zorganizować.
-Jeszcze raz dzięki. Do usłyszenia!
-Do usłyszenia, a może nawet prędzej do zobaczenia.- odpowiedział polski pomocnik rozłączając się

***
Miałam jakąś taką wenę na to opowiadanie dlatego powstał ten rozdział u góry. Mam nadzieję, że się podoba. Spodziewał się ktoś takiego obrotu spraw? Wybacznie, ale nie mogłam nie wrzucić tutaj mojego ulubionego i najbardziej cenionego piłkarza Kuby Błaszczykowskiego. Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next! :) Czekam na jakieś wasze opinie. 

PAMIĘTAJ KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!!!

wtorek, 29 listopada 2016

Rozdział 10

Krzysiek obudził się z potwornym bólem głowy. Mężczyzna czuł, że ból za chwilę rozsadzi mu czaszkę. Uciążliwy dźwięk budzika jeszcze bardziej pogłębił jego złe samopoczucie. Libero wymacał na oślep komórkę i wyłączył alarm. Siatkarz otworzył powoli oczy i doznał szoku widząc, że druga strona łóżka jest zajęta przez Weronikę.
-Halo! Weronika!- zaczął potrząsać kobietą
-Co jest?- zapytała zaspana jednak nie doczekała się odpowiedzi tylko została zalana lawiną pytań
-Co robisz w moim łóżku? Czy między nami coś zaszło? Co się stało w nocy?
-Krzysiek powoli.- przerwała mu
-Powiedziałeś wczoraj Sebastianowi prawdę o zmarłej Iwonie, a on się na Ciebie obraził. Później zadzwoniłeś do mnie pijany no i przyjechałam tutaj i zostałam na noc.
-Sebastian, dzieci, muszę je wyszykować do szkoły!- wykrzyknął spanikowany
-W takim stanie nigdzie się nie ruszysz!- zarządziła
-Ja zajmę się dziećmi, a Ty zastanów się nad sobą i ogarnij jakoś. Gdzie masz łazienkę?
-Możesz skorzystać z mojej. Pierwsze drzwi na lewo od wejścia.- odpowiedział
Kobieta poszła najpierw obudzić dzieci, a następnie zajęła się sobą. Weronika nie miała przy sobie jakichkolwiek kosmetyków dlatego jedynie przepłukała twarz letnią wodą i i umyła zęby nakładając odrobinę pasy na palec wskazujący. Kiedy Magierska była już gotowa zajrzała do pokoju Dominiki i zobaczyła, że dziewczynka nie może sobie poradzić z założeniem sweterka.
-Pomóc?- zapytała przekraczając próg
Dziewczynka podniosła wzrok na kobietę i skinęła delikatnie głową. Po chwili mała Ignaczakowa wspólnie z Weroniką zeszły do kuchni przygotować śniadanie.
-Na co masz ochotę?- zapytała Magierska
-Na płatki z mlekiem.- odparła dziewczynka wdrapując się na stołek przy kuchennej wyspie
-Dominika mogę Cię o coś zapytać?- poprosiła wyciągając mleko z lodówki
-Tak.- rzuciła krótko dziewczynka
-Tata przyjaźni się z kimś?
-Z wujkiem Bartkiem.- odparła po chwili namysłu
-To ktoś z drużyny?- upewniła się
Dominika pokiwała twierdząco głową, a Weronika prześledziła w myślach skład zespołu próbując znaleźć jakiegoś Bartka. Po paru minutach w kuchni pojawił się zaspany Sebastian. Chłopiec ewidentnie ignorował Magierską. Na pytanie o to co chciałby zjeść odpowiedział, że nie jest głodny i ruszył do wyjścia. Weronika westchnęła głęboko, ale nie zamierzała jeszcze wywieszać białej flagi.
-Sebastian poczekaj!- zatrzymała wychodzącego chłopca
-Nie chcę z panią rozmawiać!- odburknął
-Proszę daj mi 5 minut.
-Nawet na to pani nie zasłużyła.
-A czy Twój ojciec zasłużył na takie potraktowanie!- odbiła pałeczkę
-Chce go pani usprawiedliwiać?
-Chodźmy do salonu.- zaproponowała i zwróciła się do Dominiki
-Za chwilę wrócimy.
Chłopiec z lekkim ociąganiem ruszył za kobietą. Weronika usiadła na kanapie i poklepała miejsce obok siebie. Sebastian bardzo niepewnie usiadł obok niej.
-Nie popieram tego co zrobił Twój tata.- zaczęła
-Kłamstwo zawsze będzie kłamstwem bez względu na motyw. Mimo wszystko powinieneś postarać się zrozumieć tatę. W jednej chwili zawalił mu się cały świat. Stracił ukochaną żonę. Został sam z dwójką dzieci. Nie jesteś sobie w stanie wyobrazić jak musiało mu być ciężko…
-Ale to go nie usprawiedliwia!- krzyknął Sebastian
-Wiem, ale on Cię teraz bardzo potrzebuje. Już jedną stratę przeżył w ostatnim czasie i obawiam się, że kolejnej może już nie przeżyć.
-Dlaczego tak bardzo Ci na tym zależy?- zapytał nie zwracając uwagi, że przechodzi na Ty
-Masz na myśli dlaczego chcę, żebyś pogodził się z tatą?
-Tak.
-Z wielu powodów. Po pierwsze masz tylko jego i Dominikę. Owszem są dziadkowie i dalsze wujostwo, ale z tej najbliższej rodziny zostali Ci tylko oni. A po drugie życie jest zbyt krótkie, żeby się wiecznie dąsać na kogoś. Co Ci to da, że nie będziesz odzywał się do taty? Poczujesz się przez to szczęśliwszy?
-Być może nie, ale na razie nie potrafię mu wybaczyć.- uciął Sebastian wychodząc z pokoju
Weronika podniosła się kanapy i ruszyła do kuchni. Kiedy kobieta weszła do pomieszczenia Dominika akurat kończyła śniadanie.
-Jeśli już zjadłaś to śmigaj na górę po plecak!- zawołała do dziewczynki, a mała Ignaczakowa zeskoczyła z krzesła i pognała do swojego pokoju
Weronika posprzątała po śniadaniu, a następnie zajrzała do Krzyśka. Mężczyzna ponownie zasnął najwyraźniej wymęczony wczorajszymi wydarzeniami. Kobieta weszła po cichu w głąb pokoju i chwyciła komórkę libero. Na szczęście siatkarz nie miał ustawionego specjalnego hasła do odblokowania telefonu. Magierska załadowała listę kontaktów, ale niestety Krzysiek miał zapisanych aż czterech Bartków. Weronika westchnęła podirytowana nie wiedząc co robić.
-Ciociu już jestem gotowa!- krzyknęła Dominika wybudzając mężczyznę
Krzysiek otworzył oczy mamrocząc coś pod nosem.
-Śpij dalej.- uspokoiła go chowając za plecami zabrany telefon
Siatkarz przewrócił się na drugi bok i ponownie oddał w krainę snu. Kobieta jeszcze raz odblokowała komórkę i zajrzała do listy najczęstszych połączeń. Na samej górze znajdował się numer podpisany jako Bartek. Magierska uśmiechnęła się do siebie przepisując kontakt.
Po pół godzinie Weronika zajechała po córkę. Anastazja trochę marudziła, że musiała zostać u sąsiadki, ale ledwie ujrzała Dominikę natychmiast się ożywiła. W przeciwieństwie do dziewczynek Sebastian nie miał ochoty na jakiekolwiek towarzystwo. Przez całą drogę siedział wpatrzony w boczną szybę i nie odezwał się ani słowem. Nawet wysiadając na szkolnym parkingu nie pożegnał się z Weroniką. Kobieta nie miała mu tego za złe i doskonale rozumiała jak bardzo chłopiec przeżywa tę całą sytuację. Następnie kobieta odwiozła dziewczynki. Zanim Magierska odjechała sprzed szkoły córki zadzwoniła do Bartka, żeby umówić się na spotkanie.
-Słucham!- atakujący odebrał po drugim sygnale
-Dzień dobry Nazywam się Weronika Magierska i jestem znajomą Krzyśka. Moglibyśmy się dzisiaj spotkać?
-Znajomą?- zdziwił się siatkarz
-Tak.- odparła krótko nie mając zamiaru tłumaczyć mężczyźnie złożoności ich relacji
-Możemy się spotkać?- ponowiła swoje pytanie
-Dobrze. Spotkajmy się w Niebieskich Migdałach. Wie pani gdzie to jest?
-Oczywiście.- zapewniła natychmiastowo
-Mieszkam w Rzeszowie od małego.
-Pasuje Pani godzina 12?- zapytał, a Weronika od razu przytaknęła
-W takim razie o 12 w Niebieskich Migdałach- podsumował siatkarz i zakończył połączenie
Punktualnie w południe kobieta zajechała pod kawiarnię. Ledwie Magierska weszła do środka od razu zauważyła siedzącego przy stoliku Bartka.
-Dzień dobry!- przywitała się wyciągając dłoń w kierunku mężczyzny
Atakujący podniósł się z krzesła i uścisnął rękę kobiety.
-Napije się pani czegoś?- zapytał
-Poproszę białą kawę.- odparła, a siatkarz przywołał kelnerkę ruchem dłoni
-Prosimy dwie białe kawy.- złożył natychmiastowe zamówienie
-Zatem o czym chciała pani porozmawiać?- zagadnął kiedy odeszła kelnerka
-Zakładam, że jako przyjaciel Krzyśka wie pan o śmierci Iwony i o tym, że okłamywał swoje dzieci.- powiedziała na wstępie
-Tak. Bardzo go wspierałem po tym wszystkim.- odparł siatkarz
-Krzysiek powiedział wczoraj Sebastianowi prawdę?
-Co zrobił?!- wykrzyknął zaszokowany mężczyzna
-Jednak nie to jest najgorsze. Chłopiec wściekł się na swojego ojca za to, że go okłamał. A Krzysiek nie mogąc sobie z tym poradzić upił się w nocy i do mnie zadzwonił. Jak przyjechałam ledwie stał na nogach i kontaktował.- wyjaśniła
-Czy pani jest jego nową partnerką?- zapytał niepewnie
-Nie skądże. Jesteśmy tylko parą znajomych. Nasze córki chodzą do jednej klasy.
Bartek pokiwał głową ze zrozumieniem, a wtedy kelnerka przyniosła ich kawy. Weronika upiła łyk gorącego napoju i powróciła do przerwanego wątku.
-Myślę, że Krzysiek nie powinien być teraz sam. On nadal przeżywa śmierć żony.
-Pytałem go czy wszystko w porządku, ale on zawsze mnie zapewniał, że tak.- powiedział zamyślony
-Nie znam go tak długo jak pan, ale wydaje mi się, że Krzysiek po prostu lubi uszczęśliwiać wszystkich na siłę i nie chce obarczać kogoś swoimi problemami.- wyznała
-Może skończymy z tym per pan?- zaproponował
-Czuję się dość dziwnie jak ktoś tak do mnie mówi.
-Pewnie. Weronika.
-Bartek. Wpadnę dzisiaj do niego po treningu bo podejrzewam, że nie będzie w stanie na niego dotrzeć.- obiecał
Wtedy rozległ się dźwięk komórki Magierskiej. Zaskoczona kobieta wyjęła telefon z torebki, a kiedy spojrzała na wyświetlacz zdziwiła się jeszcze bardziej.
-Halo!- rzuciła niepewnie do słuchawki
Słowa, które usłyszała po drugiej stronie ścięły ją z nóg.
-Tak jestem mamą Anastazji Magierskiej.- zapewniła łamliwym głosem
Kobieta po drugiej stronie zaczęła coś tłumaczyć Weronice, ale do kobiety docierały tylko skrawki jej słów.
-Rozumiem. Za raz przyjadę.- zapewniła rozłączając się
-Coś się stało?- zapytał zmartwiony siatkarz
-Moja córka zemdlała w szkole i została zabrana do szpitala.- wyrzuciła szybko w pośpiechu ubierając płaszcz
-Poczekaj, zawiozę Cię.- zaproponował
-Dzięki, ale przyjechałam swoim samochodem. Na razie.- odpowiedziała wybiegając z kawiarni
Po kilkunastu minutach zasapana kobieta wbiegła do szpitala. Pani w recepcji poinformowała ją, że Anastazja aktualnie jest badana przez lekarza.
-Panie doktorze! Co z moją córką?!- zawołała hamując łzy bezsilności
-Na razie robimy badania. Jak przyjdą wyniki będziemy wiedzieć coś więcej.
-Ale co się właściwie stało?
-Pani córka zasłabła w szkole, a ogólny wywiad wykazał utrzymującą się wysoką gorączkę. Czy w ostatnim czasie zauważyła pani jakieś zmiany w zachowaniu bądź samopoczuciu córki?
Kobieta pokręciła przecząco głową.
-Przez pewien czas była trochę nieswoja, ale myślałam, że po prostu tęskni za zmarłym ojcem.- wytłumaczyła
-Co to znaczy nie swoja?- dopytał mężczyzna
-Czasami była taka markotna. Nic jej się nie chciało. Nie miała nawet apetytu.
-Rozumiem. Poczekajmy na wyniki badań i wtedy pomyślimy o dalszym leczeniu.
-Panie doktorze mam już wyniki tej pacjentki, Anastazji.- powiedziała wchodząca pielęgniarka
Mężczyzna odebrał od niej plik kartek i dokładnie prześledził zamieszczone na nich dane.
-Panie doktorze co jest?- zapytała widząc zmartwiony wyraz twarzy mężczyzny
-Będziemy musieli poszerzyć diagnostykę.- odparł zagadkowo

***
Mamy dziesiątkę! Jak myślicie co może dolegać Anastazji? Czy Weronika będzie musiała zmierzyć się z kolejną stratą? Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next! :)

czwartek, 24 listopada 2016

Już dawno nie czułam się tak niezręcznie

Przed paroma minutami totalnie mnie zamurowało. Nie wiedziałam czy to głupi żart czy poważne pytanie. Po paru zdaniach okazało się jednak, że to grubsza sprawa. Jakaś dziewczyna napisała do mnie czy lubię siatkówkę. Myślę sobie o co chodzi, ale odpisuję, że tak. Odpowiedź jaka przychodzi wbija mnie w kanapę. Podobają mi się trzej siatkarze i czy mam u nich jakieś szanse. Nie ma już tutaj znaczenia o których chodzi. Dłuższą chwilę zastanawiałam się czy w ogóle odpisać, a jeśli tak to co. Delikatnie daje tej dziewczynie do zrozumienia, że powinna dać sobie spokój, ale ona chyba jest tak w nich wpatrzona, że nawet moje odwodzenie jej nic nie da. Sama lubię siatkarzy, niektórzy podobają mi się bardziej inni mniej, ale jeszcze nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy, któryś jest wolny i czy z którymś mogłabym by razem. Hm... Czuję się tak jakoś dziwnie po tej rozmowie i dlatego dzielę się nią z wami. 

Rozdział 9

-Sebastian możemy porozmawiać?- zapytał siadając obok syna
-O czym?- burknął chłopiec
-O tym, że już zapomniałeś o mamie i pocieszyłeś się inną!
-Sebastian jesteś już duży dlatego chcę porozmawiać z Tobą jak z mężczyzną.- zaczął Krzysiek jeszcze raz
-Mów.- odparł obojętnie
Libero wziął kilka głębokich wdechów próbując zyskać na czasie. Z jednej strony chciał zrzucić z siebie ten ciężar kłamstw, a z drugiej bał się reakcji syna.
-Wiesz. Czasami tak jest, że człowiek raz skłamie i później popada w tzw. lawinę kłamstw. Kłamie coraz częściej i coraz trudniej mu wyplątać się z tych kłamstw.
-Do czego zmierzasz?- zapytał chłopiec kompletnie nie rozumiejąc słów ojca
-Do tego, że okłamałem Ciebie i Dominikę w pewnej sprawie.- powiedział to tak cicho, że nie miał pewności czy Sebastian go usłyszał
Syn spojrzał na niego z lekkim wyrzutem, a on natychmiast skulił się w sobie. Mężczyzna przed dłuższą chwilę zbierał myśli nie wiedząc jak ma zakomunikować chłopcu, że jego mama już nigdy nie wróci.
-Wasza mama już nie wróci.- rzucił krótko przygotowując się na atak ze strony Sebastiana, który nastąpił zgodnie z jego oczekiwaniami
-Jak to nie wróci?! Przecież mówiłeś! Obiecywałeś!- zaczął krzyczeć chłopiec próbując opanować płacz
-Sebastian!- podniósł głos, a syn natychmiast zamilkł
-Nie wiedziałem jak mam wam powiedzieć, że wasza mama umarła.- usprawiedliwił się
-Ale za to wiedziałeś jak wmawiać nam kolejne kłamstwa! Jak zapewniać Dominikę, że mama niedługo wróci?!
-Synu postaraj się mnie nie zrozumieć.- poprosił przybity
-Nie. W tej chwili Cię nienawidzę i nigdy Ci tego nie wybaczę.
-Sebastian…
-Wyjdź stąd! Nie chcę na Ciebie patrzeć! Brzydzę się Tobą!
Krzysiek spuścił bezradnie głowę i wyszedł z pokoju syna. Mężczyzna skierował swoje kroki do salonu. Z barku wyjął butelkę Jacka Danielsa i wziął duży łyk. Ostry alkohol natychmiast podrażnił jego przełyk, ale wcale się tym nie przejął. Wziął następny haust i jeszcze jeden po czym nie licząc kolejnych łyków opróżnił całą butelkę. Ledwie stojąc na nogach doczłapał się na kanapę i chwycił komórkę. W głowie już mu dawno szumiało, a obraz był kompletnie zamazany. Mimo wszystko jakimś cudem udało mu się wybrać numer Weroniki.
-Krzysiek coś się stało?.- po drugiej stronie rozległ się zmartwiony głos kobiety
-Weronika.- wybełkotał
-Ty jesteś pijany?!- wykrzyknęła
-Wypiłem tylko kropelkę.
-Krzysiek co się stało?- ponowiła swoje pierwsze pytanie
-Powiedziałem Sebastianowi prawdę, a on mnie znienawidził.- odparł płaczliwie
-Krzysiek nic nie rób. Podaj mi swój adres. Za raz u Ciebie będę.
-Nie, nie przyjeżdżaj!- zaprotestował stanowczo
-Nie waż się ze mną kłócić! Dawaj adres!
Libero resztkami sił podyktował Weronice swój adres i zakończył połączenie.
Kobieta zaraz po rozmowie z Krzyśkiem poszła zbudzić córkę. Dziewczynka marudziła trochę, ale ostatecznie zgodziła się zostać u sąsiadki. Pani Małgosia bardzo się zmartwiła na ich widok, ale bez jakichkolwiek problemów obiecała, że się zajmie małą. Weronika wsiadła do samochodu i pognała do siatkarza. Chociaż rozmawiali ze sobą zaledwie paręnaście sekund to kobieta i tak wiedziała, że coś złego stało się z libero. Po kilkunastu minutach Magierska dotarła na miejsce. Weronika zapukała w drzwi nie chcąc obudzić dzieci. Niestety pomimo odczekania dłuższej chwili nikt się nie zjawił. Kobieta wyjęła z torebki komórkę i wybrała numer siatkarza. Mężczyzna nie odebrał od razu, a kiedy to zrobił ledwie kontaktował.
-Krzysiek. Jestem pod Twoim domem.- zakomunikowała
-Mówiłem Ci, że miałaś nie przyjeżdżać.
-Owszem, ale nie powinieneś być sam w takim stanie. Zwłaszcza, że mieszkają z Tobą małe dzieci.
-Dzieci, które mnie nienawidzą.- podsumował smutno
-Postaraj się zrozumieć Sebastiana. Właśnie się dowiedział, że jego mama już nie wróci. To był dla niego szok.
-Jeśli powiedziałaś to co chciałaś to teraz możesz wracać do domu.
-Nie zamierzam nigdzie wracać.- oznajmiła hardo
-Jeśli w tej chwili mi nie otworzysz to wyważę te cholerne drzwi!
Libero natychmiast się rozłączył, a kobieta pomyślała, że w ten sposób chce jej dać do zrozumienia iż ma tę całą jej gadkę w głębokim poważaniu. Po chwili jednak drzwi się uchyliły i Weronika po raz pierwszy w życiu zobaczyła dosłowny wrak człowieka.
-Krzysiek!- wykrzyknęła po czym nie panując nad tym co robi mocno przytuliła mężczyznę
Zaskoczony siatkarz odwzajemnił jej uścisk i zaczął cicho szlochać. Jeszcze parę dni temu myślał, że powoli wychodzi na prostą, ale dzisiaj się przekonał, że tak naprawdę nadal stoi w miejscu.
-Ci… Wszystko będzie dobrze.- zaczęła do niego przemawiać uspokajającym głosem
-Nie dam rady. Nie poradzę sobie.- bełkotał
-Krzysztof!- krzyknęła próbując przyprowadzić go do porządku
-Przestań się nad sobą użalać i weź w końcu w garść!
-Ty nic nie rozumiesz! Ty…
-Tylko mi nie mów, że nie wiem co to znaczy stracić kogoś bliskiego!- zareagowała ostro
-Też straciłam męża! Również okłamuję swoją córkę! Więc mi nie mów, że nie wiem co czujesz. Bo Cię rozumiem jak nikt inny.
Mężczyzna odsunął się od Weroniki i spojrzał na nią z niedowierzaniem.
-Daruj sobie tandetną, przepraszającą gadkę.- powiedziała zanim zdążył się odezwać
-Lepiej wejdźmy do środka bo zaraz się rozchorujesz na tym zimnie.
-Wszystko mi jedno.- wymamrotał
-Żadne wszystko mi jedno! Masz dwójkę dzieci, którymi musisz się zająć! Ma wspaniałych rodziców, którzy zawsze Ci pomogą, masz przyjaciół i kolegów z drużyny, na których zawsze możesz liczyć i w końcu masz mnie. Może znamy się dość krótko, ale nie potrafię Cię zostawić. Wiesz jak bardzo się zamartwiałam po Twoim telefonie. W głowie układałam już najczarniejsze scenar…- nie dokończyła ponieważ Krzysiek biorąc ją z zaskoczenia wpił się w jej usta
Kobieta wiedziała, że to wszystko przez alkohol. Że na trzeźwo na pewno by się tak nie zachował, a jednak oddała ten pocałunek. Gdzieś w jej podświadomości czaiła się myśl, że właśnie zdradza Artura, ale prawie natychmiast ta myśl została zastąpiona inną. Artur bardzo ją kochał i z pewnością chciał, aby była szczęśliwa. Po chwili jednak Magierska otrzeźwiała i odepchnęła od siebie libero. Siatkarz spojrzał na nią zmieszany.
-Co nie jestem nim?!- warknął
-Kim?
-Twoim zmarłym mężem.- doprecyzował
-Krzysiek o co Ci chodzi? Ty niedawno pochowałeś żonę, a ja męża. To nie właściwe.
-A co jest właściwe?! Życie pod kloszem?!
-Proszę Cię wejdźmy do środka. Jestem bardzo zmęczona.
Mężczyzna w końcu przepuścił kobietę i ruszył za nią. Po chwili jednak Krzysiek stracił równowagę i zaliczyłby bliskie spotkanie z podłożem gdyby Weronika nie złapała go w ostatniej chwili.
-Chodź zaprowadzę Cię do sypialni. Gdzie jest Twój pokój.
-Ostatni na prawo, na pierwszym piętrze.- odparł z wyraźnym wysiłkiem
Kobieta jęknęła na myśl, że będzie musiała jakoś wtaszczyć mężczyznę po schodach. Libero próbował jej pomóc. Niestety ledwie stał na nogach pomimo oparcia Magierskiej i barierki.
-Ciocia?- u szczytu schodów zjawiła się zaspana Dominika
-Idź spać kochanie. Wszystko dobrze.- zapewniła ją natychmiast nie chcąc, żeby dziewczynka oglądała swojego ojca w takim stanie
-A dlaczego tatuś tak dziwnie chodzi?
-Skręcił sobie kostkę.- wymyśliła na szybko
-Dominika idź spać bo jutro nie wstaniesz do szkoły.
-Dobranoc ciociu, dobranoc tatusiu!- krzyknęła mała Ignaczakowa i zniknęła za drzwiami swojego pokoju
Jedynie odpowiedziała jej Weronika ponieważ Krzysiek dostał potwornych mdłości i bał się otworzyć buzię. Wymęczona kobieta zaprowadziła mężczyznę do jego sypialni. Libero od razu rzucił się na łóżko po raz kolejny trzęsąc się z tłumionego wewnątrz szlochu. Weronika przysiadła na skraju łóżka i pogłaskała go po policzku, a następnie zaczęła przeczesywać jego włosy.
-Śpij już.- wyszeptała
-Jak się obudzisz nadal tu będe.
***
W ponad tygodniu jest dziewiątka. Dzisiaj troochę tak dramtycznie, ale mam nadzieję, że się spodoba. Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next! :)

poniedziałek, 14 listopada 2016

Rozdział 8

Po paru minutach kelnerka przyniosła ich zamówienie, a Anastazja natychmiast zabrała się pałaszowanie pizzy.
-Kochanie poczekaj chwilę. Pizza jest na pewno jeszcze gorąca.- powiedziała Weronika do córki
-Ale ja jestem bardzo głodna!- pożaliła się dziewczynka
-Anastazja przestań bo zaraz ludzie pomyślą, że Cię głodzę.
-Głodzisz?- mała Magierska spojrzała skonfundowana na mamę
-To znaczy, że nie daję Ci jedzenia.
Dziewczynka zrobiła niezadowoloną minę, ale ostatecznie zastosowała się do polecenia kobiety. W trakcie kolacji dzieci były zajęte sobą, a Krzysiek wciągnął Weronikę w niezobowiązującą rozmowę.
-To powiadasz, że kiedyś grałaś w siatkę.- powiedział zdziwiony
-Tak. Akurat byłam w tym wieku, że szukałam własnej drogi. Nigdy nie było u mnie czegoś takiego, że od początku wiedziałam kim chcę być w przyszłości. Najpierw miałam zostać lekarzem, ale widok krwi przyprawia mnie o mdłości dlatego tak szybko jak wpadłam na ten pomysł tak szybko z niego zrezygnowałam. Później była psychologia, po niej właśnie siatka, a na końcu został instruktor fitness.- wyjaśniła
-Ja w przeciwieństwie do Ciebie od początku wiedziałem, że będę siatkarzem i to nie dlatego, że mój ojciec nim był, ale przez to, że pokochałem ten sport.
-A propos rodziny. Masz bardzo miłych rodziców.- wypaliła i natychmiast ugryzła się w język
-Skąd znasz moich rodziców?- zapytał zdziwiony
-Kiedy naprawiałeś mój samochód ucięłam sobie krótką pogawędkę z Twoim tatą.- odparła próbując brzmieć nonszalancko
-Oj tak! Mojego taty nie da się nie lubić.- podsumował
-Tak samo jak Ciebie.- po raz kolejny rzuciła bezpośrednią uwagę
-Nie wiem jaki jesteś prywatnie. To znaczy domyślam się, ale media kreują Cię na takiego otwartego i pozytywnie zakręconego człowieka.
-Od tamtego feralnego dnia bardzo się zmieniłem.- wyznał smutno po czym dodał
-Już nie jestem tym samym Krzyśkiem co kiedyś. Powiedziałbym, że z Krzyśka stałem się Krzysztofem.
-To zrozumiałe w obliczu tego przez co przeszedłeś.
-Czasami chciałbym wrócić do czasów kiedy byłem małym chłopcem. Wtedy wkurzałem się na upierdliwą siostrę, a teraz z ogromną przyjemnością bym się z nią podroczył.
-Nie myślałeś, żeby ułożyć sobie życie na nowo?- zapytała uważnie dobierając słowa
-Wiem, że dzieci potrzebują w swoim życiu kobiety, ale nie czuję się jeszcze gotowy na tak odważny krok. Najpierw muszę im powiedzieć.
-O czym powiedzieć?- podchwyciła Dominika, a Sebastian spojrzał na ojca z wyrzutem
-Że w weekend wybieramy się do kina.- wymyślił na poczekaniu
-Ale ja wtedy…- zaczęła Weronika jednak urwała czując kopnięcie pod stołem
-Super! Super!- ucieszyła się dziewczynka
-W weekend pracuję.- wyszeptała kobieta do Krzyśka
-O której kończysz?
-O 13.
-A co robisz wcześniej z Anastazją?
Weronika spojrzała na niego skonfundowana.
-Jak zwykle zostałaby u sąsiadki.- odparła i dodała
-A dlaczego pytasz?
-Mogłabyś wcześniej przywieź do mnie Anastazję. Dziewczynki by się pobawiły, a później jak wrócisz z pracy poszlibyśmy do kina.
-Nie wiem Krzysiek.- odrzekła wymijająco
Libero natychmiast chwycił jej rękę i powiedział z bezradnością w głosie.
-Obiecałem dzieciom wspólny weekend, ale bardzo się tego boję. Potrzebuję czyjegoś wsparcia.
-W takim razie poproś siostrę, albo rodziców.
Siatkarz westchnął ciężko nie puszczając dłoni Magierskiej.
-Proszę. Tylko ten jeden dzień.
Weronika odwróciła się do Krzyśka i spojrzała mu głęboko w oczy. Oprócz udręki oraz bólu nic tam więcej nie było. Dziewczyna czuła, że się rozdziera. Z jednej strony nie chciała się zbytnio przywiązywać do siatkarza i nie chciała, aby on przywiązał się zbyt mocno do niej, ale z drugiej nie mogła zostawić go samego.
-Dobrze.- zgodziła się po chwili namysłu
-Dziękuję.-odpowiedział ściskając jej dłoń w geście wdzięczności
-Kiedy wrócimy do domu?- zapytał znudzony Sebastian
Dopiero pytanie chłopca przypomniało im o obecności dzieci po drugiej stronie stołu.
-Jeśli wszyscy się najedli to możemy wracać. Zapłacę tylko rachunek.
-Super.- skwitował oschle Sebastian dopijając fantę
Siatkarz przyjrzał się uważnie synowi i zauważył, że ten patrzy ze złością w kierunku Weroniki. Mężczyzna zanotował sobie w pamięci, żeby później zapytać o to chłopca.
-Przepraszam mogę prosić o rachunek!- krzyknął do przechodzącej kelnerki
-Oczywiście! Za raz ktoś do państwa podejdzie.
Kiedy na stole pojawił się rachunek Weronika natychmiast go zagarnęła podliczając swoje koszty.
-Chyba nie myślisz, że pozwolę Ci zapłacić.- powiedział Krzysiek wyciągając portfel
-Ja nie myślę. Ja Cię po prostu informuję o tym iż płacę sama za siebie.- odparła pewnie
-Nie ma mowy!- oburzył się libero
-Zapłaciłeś już za nasze bilety.
-I co z tego?
-To z tego, że teraz płacę sama za siebie.
-Nie!- krzyknął siatkarz
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Tak!- wypalił libero, a kobieta się zaśmiała
-Ha! Wygrałam!
-Ja się tak nie bawię. Jesteś gorsza niż wrzód na dupie.- pożalił się Krzysiek żartując co natychmiast podchwyciła jego córka
-Tatusiu, a co to jest wrzód?- zapytała Dominika
-No proszę tatusiu wytłumacz swojej córce.
-Yyy…- siatkarz się zmieszał
-Wrzód to jest coś takiego co powstaje na skórze, jest bardzo nieprzyjemne w dotyku i bardzo trudno się tego pozbyć.- próbował wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji
-To dlaczego tak nazwałeś ciocię?- dopytała dziewczynka
Serce Weroniki na chwilę dosłownie zamarło kiedy Dominika nazwała ją swoją ciocią.
-Ponieważ czasami tak mówi się na ludzi, którzy są bardzo natrętni w stosunku do nas.- wyjaśnił najlepiej jak umiał
-Yhm.- podsumowała młoda ignaczakowa najwyraźniej nic nie rozumiejąc z wyjaśnienia taty
-Proszę.- Weronika podała libero banknot 50- złotowy.
-Ale to przecież o wiele za dużo.- zdziwił się Krzysiek odbierając niechętnie pieniądze
-Daje im duży napiwek za miłą obsługę.- ucięła wstając od stołu
Siatkarz dołożył swoją kwotę i również podniósł się z miejsca. Weronika pomogła się ubrać Anastazji, a następnie podeszła do Dominiki i zapięła jej kurteczkę. Krzysiek przyglądał się temu i poczuł, że ten widok uderzył w jedną z jego czułych strun.
-Gotowa?- zapytał córkę wyciągając do niej rękę
Dziewczynka uśmiechnęła się tylko i przyjęła dłoń ojca.
-Dziękuję za miły wieczór.- powiedziała lekko zmieszana Magierska kiedy stali na parkingu
-To ja dziękuję za wszystko.- odparł siatkarz i pochylił się, żeby pocałować kobietę w policzek, ale niespodziewanie Weronika wykonała gwałtowny ruch i usta Krzyśka natrafiły na jej wargi
Chociaż trwało to zaledwie parę sekund poczuli coś niebywałego. Coś o czym już dawno zapomnieli.

***
Wiem, że miał być w weekend, ale się nie wyrobiłam. Coś w końcu zaczyna się dziać między Krzyśkiem i Weroniką. Jak myślicie dlaczego Sebastian nie polubił Magierskiej? Następny rozdział będzie w okolicach weekendu! Pozdrawiam! Miłego dnia! Do next! :)