- Za ściany dochodziły krzyki lekarza oraz pielęgniarek walczących o życie Anastazji. Z każdą minutą bezskutecznej walki serce Weroniki rozpadało się na miliony kawałków. Kobieta oparła się o szklane drzwi oddzielające ją od córki i zaczęła modlić się w myślach. Najpierw do Boga, a następnie do Artura. Magierska błagała zmarłego męża, żeby nie pozwolił zabrać jej córki. Jedną stratę w swoim życiu już przeżyła i czuła, że kolejna mogłaby być dla niej jak cios nokautujący. Niestety mimo błagalnych próśb na ekranie kardiomonitora w dalszym ciągu widniała prosta kreska, a serce Anastazji nie chciało podjąć współpracy.
- -Błagam, Artur! Wiem, że też, chcesz mieć ją blisko siebie, ale proszę nie zabieraj mi jej. Ona jest jedyną pamiątką po Tobie.- mówiła przez płacz
- -Anastazja walcz!- krzyknęła bezsilnie
- Ciałem Weroniki wstrząsnął kolejny szloch. Strach o utratę córki doszczętnie ją wykończył. Dobijającą ciszę przerwał po chwili dźwięk telefonu. Kobieta wyjęła komórkę z małej kopertówki, a kiedy zobaczyła widniejące na wyświetlaczu imię Krzyśka natychmiast odrzuciła połączenie. Mężczyzna jednak nie ustąpił i ponownie wybrał numer Magierskiej. Weronika westchnęła głęboko przykładając komórkę do ucha.
- -Halo.- wychlipała pociągając nożem
- -Weronika co się dzieje?!- zawołał zaniepokojony
- Kobieta wzięła kilka wdechów próbując się uspokoić. Nie chciała niepotrzebnie niepokoić siatkarza. Mężczyzna powinien się teraz skupić na najbliższym meczu, a nie na jej zmartwieniach.
- -Coś z Anastazją?- dopytał nie doczekawszy się odpowiedzi
- -Dlaczego zadzwoniłeś?- odbiła pałeczkę grając na zwłokę
- -Po prostu chciałem usłyszeć Twój głos. Weronika powiedź mi co się dzieje?
- -Anastazja umiera!- wykrzyknęła ponownie zanosząc się szlochem
- -Co jak to?! Weronika wynajmuję samochód i już do was jadę!
- -Nie, Krzysiek! Drużyna Cię potrzebuje!- zaprotestowała natychmiast
- -Drużyna poradzi sobie beze mnie, Wojtek godnie mnie zastąpi. Teraz to wy mnie potrzebujecie.- oznajmił twardo
- -Ale trener będzie wściekły…
- -To trudno. Może mnie nawet wywalić z zespołu, ale nie zostawię was samych. Kiedy przyjadę czeka nas poważna rozmowa. Myślę, że wiesz o czym chcę porozmawiać.
- -Dziękuję.- wyszeptała nie mogąc zdobyć się na nic więcej
- Kobieta wiedziała, że to jedno, ośmioliterowe słowo nie oddaje wdzięczności jaką czuła. Krzysiek rzeczywiście był jej dobrą wróżką, jej aniołem stróżem.
- -Będę nie długo. Zobaczysz Anastazja wyjdzie z tego. To silna dziewczynka, po mamie.
- Weronika chciała zaprotestować, że wcale tak nie jest, ale ostatecznie jeszcze raz podziękowała siatkarzowi i zakończyła połączenie. W tym samym momencie salę, w której leżała mała Magierska zaczęły opuszczać pielęgniarki.
- -Co z moją córką?- zaczepiła jedną z sanitariuszek
- Kobieta posłała jej delikatny uśmiech.
- -Może być pani dumna z córki. Walczyła niczym żołnierz na wojnie.
- -Ale żyje?- zająknęła się
- -Tak jednak jest bardzo słaba. Resztę informacji udzieli już pani lekarz.
- Weronika potaknęła głową.
- -Mogę do niej wejść?
- -Ale tylko na chwilę. Proszę jej zbytnio nie zamęczać.- odpowiedziała odchodząc
- Magierska weszła powoli do pokoju od razu napotykając smutne spojrzenie Anastazji.
- -Mamusiu.- wychrypiała dziewczynka z trudem
- Weronika nie zważając na ostrzegawcze krzyki lekarza podbiegła do córki i ucałowała ją w czoło.
- -Skarbie nie rób mi tego więcej.- poprosiła drżącym głosem -Wiesz jak się o Ciebie martwiłam?
- -Przepraszam.- smutek w oczach małej Magierskiej jeszcze bardziej się pogłębił
- -Nie przepraszaj, po prostu nigdy więcej mnie tak nie strasz.- poprosiła
- Rozmowa z trenerem nie była łatwa. Mężczyzna nie potrafił zrozumieć jego postępowania. Dla Andrzeja liczyła się tylko i wyłącznie drużyna oraz punkty w tabeli Plusligi. Nie przemówiła do niego nawet wiadomość o tym, że Anastazja umiera.
- -Rób co chcesz.- rzucił chłodno po czym odszedł
- W przeciwieństwie do trenera cała drużyna stanęła za nim murem. Chłopacy obiecali dać z siebie wszystko i przywieźć z Bydgoszczy upragnione trzy punkty. Krzysiek był im wdzięczny za okazane wsparcie. Mężczyzna wiedział, że nie powinien zostawiać ich w tak ważnym momencie, ale cieszył, że koledzy rozumieli jego postępowanie. Oni mieli do zagrania mecz tutaj, na hali widowiskowo- sportowej „Łuczniczka”, a on wracał do Rzeszowa stoczyć równie ciężki bój. Bój o kobietę, która zajęła bardzo ważne miejsce w jego sercu. Weronika nie wymiotła z niego Iwony. Wbrew temu co sądził Sebastian siatkarz nadal pamiętał o zmarłej żonie. Jednak w ciągu ostatnich dni zaczął myśleć, że to może właśnie Iwonka postawiła na jego drodze Magierską. Może chciała zapewnić mu w ten sposób opiekę. Może chciała, żeby poczuł jeszcze smak szczęścia. Przecież w trakcie leczenia nie raz powtarzała tę samą prośbę.
- -Krzysiek, proszę, nie rozpaczaj po mojej śmierci, rusz na przód, bądź szczęśliwy, a wtedy ja będę szczęśliwa obserwując was z góry.
- Droga do Rzeszowa dłużyła mu się w nieskończoność, a kiedy zaparkował przed szpitalem poczuł się całkowicie wypruty psychicznie i fizycznie. Po ośmiogodzinnej jeździe potrzebował chwili odpoczynku, ale teraz jego potrzeby zeszły na dalszy plan. Mężczyzna chciał jak najszybciej znaleźć się przy Weronice, przytulić ją, poczuć jej bliskość. Krzysiek wszedł do budynku i skierował swoje kroki w dobrze znanym kierunku. Z każdym metrem przybliżającym go do kobiety czuł nasilające się zdenerwowanie. Ignaczak nie wiedział jak Magierska zareaguje na jego wyznanie. Wyśmieje go, będzie próbowała zmienić temat, a może zacznie mu wmawiać, że myli to uczucie z potrzebą bliskości. Jakakolwiek ta reakcja by nie była libero nie chciał dłużej czekać. Na boisku, w trakcie meczu nie ma czasu na długie dywagacje. Czasami musisz podjąć decyzje w ułamku sekundy. Przyjąć zagrywkę czy ją puścić sądząc, że wyjdzie na aut? Zaryzykować i nie wstrzymać ręki, a może zagrać bezpiecznego flota? Chociaż w życiu, tego czasu z reguły jest więcej to siatkarz czuł, że jeśli dzisiaj nie zdecyduje się na tę poważną rozmowę to jutro może już być na nią za późno. Kiedy Krzysiek zaszedł na oddział onkologiczny zastał Weronikę przechadzającą się po korytarzu. Jak tylko kobieta go dostrzegła natychmiast ruszyła w jego kierunku by po chwili wpaść w otwarte ramiona igły. Mężczyzna przyciągnął ją mocno do swojej piersi napawając się tym niebywałym uczuciem.
- -Co z Anastazją?- zapytał w końcu odsuwając od siebie Magierską
- -Lekarz mówi, że chemia ją wykańcza. Na razie nie może być mowy o jakimkolwiek przeszczepie. Jej organizm jest za słaby i może tego nie przeżyć.- wyjaśniła w skrócie -Musimy czekać.
- -To poczekamy tyle ile będzie trzeba.- oznajmił stanowczo prowadząc Weronikę w kierunku krzesełek stojących pod ścianą.
- Mężczyzna pierwszy zajął miejsce po czym wciągnął ją na swoje kolana. Kobieta nawet nie zaprotestowała tylko jeszcze bardziej wtuliła się w libero.
- -Weronika ja wiem, że to może nie jest najwłaściwszy moment, ale nie mogę dłużej dusić tego w sobie.- Krzysiek zebrał się na odwagę po kilku minutach
- Magierska odchyliła głowę i posłała libero spojrzenie pełne niepokoju.
- -Zakochałem się w Tobie.- powiedział wprost -Nie wiem jak i kiedy to się stało, ale tak właśnie czuję. Bardzo długo wzbraniałem się przed tym uczuciem, ale teraz jestem już pewny.
- Kobieta spuściła głowę nic nie mówiąc, a siatkarz cierpliwie czekał na jakąś reakcję z jej strony. Po dłuższej chwili milczenia Krzysiek jednak nie wytrzymał i zwrócił się do niej błagalnie.
- -Weronika powiedź coś.
- -Ja… ja...
- ***
- Wiem, że znowu nie było mnie tutaj jakiś czas, ale nawał obowiazków zrobił swoje. Mam nadzieję, że ten rozdział jest miłą osłodą za to długie oczekiwanie. Jak myślicie jaka będzie reakcja Weroniki na wyznanie Krzyśka. Czekam na wasze pomysły. Dobrej nocy! Do next! Postaram się, żeby tym razem był szybciej! :)
sobota, 18 lutego 2017
Rozdział 17
poniedziałek, 6 lutego 2017
Zwiastun!
Jak zapewne zauważyliście na pasku bocznym pojawił się zwiastun do tego opowiadnia. Jest to drugie takie moje dzieło. Nie jestem jakimś extra montażystą, ale mam nadzieję, że filmik wyszedł całkiem nieźle.
Czekam na wasze opinie. Podoba się? Nie podoba? Co byście zmienili? Na prawdę każda uwaga będzie dla mnie cenna. Pozdrawiam i życzę miłego dnia!
PS. Next powinien się pojawić w przeciągu paru dni.
Czekam na wasze opinie. Podoba się? Nie podoba? Co byście zmienili? Na prawdę każda uwaga będzie dla mnie cenna. Pozdrawiam i życzę miłego dnia!
PS. Next powinien się pojawić w przeciągu paru dni.
sobota, 28 stycznia 2017
Rozdział 16
- Od kłótni z Karoliną minęły trzy dni, a on nadal nie wiedział co kobieta miała na myśli mówiąc bo może coś zrobiły. Mężczyzna próbował porozmawiać z siostrą jeszcze raz. Tym razem była to rozmowa w cztery oczy. Niestety Karolina ponownie go zbyła, a następnego dnia wróciła do Ameryki. Krzysiek szukał także jakiegoś wyjaśnienia u rodziców. Miał nadzieję, że może oni rozjaśnią mu co nieco. Jednak Ci również dziwnie ucięli temat.
- -Krzysiek, a Ty gdzie znowu odpłynąłeś?- zagadnął siedzący obok Bartek
- Siatkarze jechali właśnie do Bydgoszczy na mecz 9 kolejki. Chociaż przeciwnik nie był wymagający to żaden z zawodników nie odpuszczał. Po przegranych, ostatnich, dwóch meczach wszyscy wiedzieli, że kolejna porażka nie wchodziła w grę.
- -Nie mów, że znowu myślisz o tej małej?- dopytał nie otrzymawszy odpowiedzi
- -Pokłóciłem się z Karolą.- wyznał przybity
- Od rodzinnego obiadu mężczyzna nie potrafił myśleć o niczym innym jak o tajemniczych słowach siostry. Krzysiek czuł, że kobieta nie rzuciła ich od tak, w przypływie złości. Miała w tym jakiś konkretny cel. Coś chciała mu zasugerować. Tylko co? To pytanie najbardziej dręczyło libero. Po zbyciu przez rodziców rozważał nawet zapytanie o to Weroniki. Jednak kiedy dłużej się nad tym zastanowił uznał, że Magierska ma już wystarczająco zmartwień i nie potrzebne jej kolejne.
- -Kłótnie w rodzeństwie się zdarzają. Zobaczysz za parę dni wszystko wróci do normy.- próbował go pocieszyć przyjaciel
- -Nie wydaje mi się.- mruknął -A najgorsze jest to, że Karola ma coś do Weroniki.
- Atakujący popatrzył skonfundowany na przyjaciela.
- -Jak to?
- -Okazało się, że ma taką samą grupę krwi jak Anastazja. Kiedy tata dyskretnie zasugerował jej, że mogłaby by zostać dawcą wściekła się i zaczęła gadać jakieś głupoty. Zachowywała się tak jakby Weronika jej coś zrobiła.- streścił po krótce rozmowę z siostrą
- -Hm…- siatkarz się zamyślił
- -No widzisz, nawet Ty nie wiesz co powiedzieć.
- -Po prostu daj wam czas.- poradził mu Kurek, a Krzysiek westchnął bezradnie
- Czas? Anastazja nie miała czasu. Im dłużej czekała tym mniejsze miała szanse. Krzysiek był w stałym kontakcie z Weroniką i wiedział, że stan dziewczynki z dnia na dzień jeszcze bardziej się pogarszał. Lekarze zwiększali dawki leków oraz chemii, ale to bardziej wyniszczało organizm Anastazji aniżeli atakowało chorobę.
- Weronika obudziła się i spojrzała na córkę, na to małe ciałko, które walczyło o każdy oddech. Chociaż na początku kobieta była pełna nadziei. Wierzyła, że Anastazja pomimo swojego młodego wieku pokona chorobę to teraz powoli zaczynała tracić jakąkolwiek wiarę. Dawcy nadal nie było, a tylko to mogło dać dziewczynce drugie życie.
- -Widzę, że już pani nie śpi.- do pokoju wszedł uśmiechnięty lekarz
- Widok ten bardzo zdziwił Weronikę. Mężczyzna podobnie jak ona bardzo rzadko się uśmiechał. Za każdym razem kiedy odwiedzał małą Magierską na jego twarzy widniał ból i poczucie winy. Kobieta odnosiła wręcz wrażenie jakby czuł się winny ponieważ już nic nie mógł zrobić. Skoro dzisiaj był w dobrym nastroju to mogło oznaczać, że ma dla niej dobre wieści.
- -Przed chwilą się obudziłam.- odparła odwzajemniając uśmiech
- -Dzwonili z kliniki. Mamy dawcę.
- -Na prawdę?!- wykrzyknęła i w przypływie emocji podbiegła do mężczyzny, żeby go uściskać
- -Um.. Przepraszam.- odsunęła się po chwili zmieszana -To kiedy będzie przeszczep?
- Rozsądek przejął kontrolę nad emocjami.
- -Najpierw trzeba wykonać szereg badań, ale jak wszystkie wyniki będą dobre to może pod koniec tygodnia.- wyjaśnił
- Później mówił coś jeszcze, ale kobieta przestała już go słuchać. Najważniejsze było to, że znalazł się dawca, że wiara, którą powoli traciła ponownie do niej wracała. Po południu Weronika zadzwoniła do Krzyśka podzielić się tą radosną nowiną. Kiedy tylko w słuchawce rozległ się głos libero kobieta poczuła jak ciepło rozlewa się po jej sercu. Magierska cieszyła się, że ma przy sobie kogoś kto przy niej jest. To Krzysiek dawał jej siłę. Gdyby nie on kobieta już dawno by się poddała.
- -To cudownie!- zawołał i nie panując nad tym co robi dodał: -Chciałbym być teraz z wami.
- Ku własnemu zaskoczeniu Weronika stwierdziła, że również tego chciała. Chociaż każdego dnia usiłowała sobie wmówić, że ten dystans dobrze im zrobił to była coraz mniej do tego przekonana. Co raz częściej łapała się na tym, że tęskni za mężczyzną, za jego uśmiechem, nawet za jego pocałunkami. Z biegiem czasu przestała mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia z powodu tych myśli. Artur już nie żył, a Anastazja potrzebowała ojca. Potrzebowała jakiegoś mężczyzny w swoim życiu.
- -Każdy ma jakąś misję do spełnienia.- odparła wymijająco
- Nie chciała zdradzić przed Krzyśkiem swoich prawdziwych uczuć.
- -Wiem, ale…- libero westchnął -Tęsknie za Tobą, za wami.
- Weronika czuła, że ta rozmowa zmierza w niewłaściwym kierunku. Mężczyzna nie powinien tak na nią działać. Nie powinien, a jednak jej się to podobało. Chociaż Magierska zdawała sobie sprawę, że może właśnie podpisuje pakt z diabłem odpowiedziała.
- -Też tęsknię.
- -Jak wrócimy do Rzeszowa od razu przyjadę.- obiecał, a kobieta nie zamierzała nawet protestować
- -Anastazja na pewno się ucieszy.- powiedziała spoglądając na śpiącą córkę
- -To co widzimy się pojutrze?
- Weronika nie chciała się jeszcze rozłączać. Głos Krzyśka był lepszy niż jakikolwiek antydepresant. Niestety kobieta miała pustkę w głowie i nie potrafiła znaleźć kolejnego tematu do rozmowy.
- -Powodzenia! Bez trzech punktów masz się tutaj nie pokazywać!- zagroziła żartując
- -Jasne zagram ten mecz dla was.
- Magierska ponownie miała wrażenie, że przekraczają kolejne granice, ale już dawno temu przestała się tym przejmować.
- -Zatem do zobaczenia niedługo!- zawołała w ramach pożegnania
- -Na razie!
- Weronika jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się wyświetlacz telefonu aż nagle ciszę panującą w pokoju przerwał głośny pisk. Kobieta z początku nie zorientowała co się dzieje dopóki nie dostrzegła prostej kreski widniejącej na ekranie kardiomonitora.
- -Boże, Anastazja!- zawołała, ale nie wykonała jakiegokolwiek ruchu
- Strach zawładnął jej całym ciałem. Dopiero kiedy do sali wbiegł lekarz w asyście dwóch pielęgniarek odzyskała kontrolę nad sobą.
- -Proszę zaczekać na korytarzu!- zwrócił się do niej mężczyzna
- Magierska jednak nie miała zamiaru opuścić córki.
-Niech pani poczeka na korytarzu!- powtórzył jeszcze głośniej i dodał – Pani obecność tylko nam tutaj przeszkadza.
-Nie zostawię córki!- oznajmiła hardo
-Do jasnej cholery, proszę natychmiast stąd wyjść!
Mężczyzna podobnie jak kobieta nie zamierzał odpuścić. Weronika spojrzała na bezwładne ciało Anastazji, a następnie wzdychając ciężko opuściła salę. Resztę akcji reanimacyjnej obejrzała już przez szklaną szybę. - ***
- Długo mnie tutaj nie było, wiem, ale już albo dopiero wróciłam. Taka dramatyczna końcówka ode mnie na koniec. Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba. Pozdrawiam i życzę dobrej nocy! DO next! :)
-
-
wtorek, 10 stycznia 2017
Rozdział 15
- W ciągu kolejnych dni stan Anastazji diametralnie się pogorszył. Dziewczynka wyraźnie schudła. Jej skóra stała się biała niczym mąka przez co niemal zlewała się kolorem pościeli, którą była opatulona. Ponadto bardzo często męczyły ją obfite krwotoki z nosa. Weronika wzięła miesięczny urlop, żeby zająć się córką jednak kobieta obawiała się, że mała Magierska może nie dożyć miesiąca. Chociaż lekarz robił dobrą minę do złej gry, zapewniał ją, że jeszcze nie wszystko stracone ona czuła, że koniec zbliża się wielkimi krokami. Krzysiek nie chcąc zawieść drużyny przez ten czas skupił się bardziej na grze. Owszem nieustannie myślał o Weronice i jej córce, ale ograniczył swoje wizyty do minimum Teraz więcej do nich dzwonił aniżeli przychodził. Kobiecie było to nawet na rękę. Magierska czuła, że wtedy, w szpitalu kiedy przespali się w jednym łóżku przekroczyli pewną granicę, której nie powinni przekroczyć. Oprócz polepszenia pozycji w drużynie libero starał się także poprawić swoje stosunki z dziećmi, zwłaszcza z Sebastianem. Chłopiec po kilkunastodniowym milczeniu ponownie rozmawiał z ojcem, co było dla Krzyśka ogromną radością. Panowie odbyli prawdziwą, męską rozmowę i teraz już wszystko było między nimi prawie jak dawniej.
- -Dominika pospiesz się!- zawołał siatkarz spoglądając na ścienny zegar
- Było za 5 druga, a o drugiej mieli pojawić się w domu jego rodziców, na niedzielnym obiedzie.
- -Już idę tatusiu!- odkrzyknęła
- -Tylko uważaj, żeby nie musieli Ci zagipsować drugiej nogi!- zastrzegł, a mała Ignaczakowa powoli zeszła ze schodów podpierając się poręczy
- Kiedy pokonała ostatni stopień Krzysiek pomógł jej się ubrać, a następnie podał różowe kule w serduszka. Dominika dostała od ortopedy białe, lekko zżółknięte kule, które od razu nie zyskały sympatii dziewczynki. Parę dni później przechodząc obok sklepu ortopedycznego mała Ignaczakowa upatrzyła sobie te różowe kule i Krzysiek wiedział, że jeśli ich nie kupi czeka go trzecia wojna światowa. Sebastian wyszedł już wcześniej i zniecierpliwiony czekał przy garażu.
- -Dłużej się nie dało?- zapytał kąśliwie kierując to pytanie do siostry
- Dominika wydęła buńczucznie usta i odwróciła się tyłem do brata. Mężczyzna patrząc na tą scenę przypomniał sobie jak Iwonka wielokrotnie przybierała taką pozę kiedy czymś ją zdenerwował. Ulice na szczęście były puste dzięki czemu nie spóźnili się aż tak bardzo. Nawet mama nie wytknęła mu tego kilkuminutowego spóźnienia co było nie lada nowością. Kobieta zawsze ceniła sobie punktualność. Nawet wtedy kiedy był dzieckiem spóźnienie chociażby o 5 minut wiązało się długim kazaniem rodzicielki.
- -Chodźcie do jadalni. Już podaję obiad!
- Kiedy siatkarz wszedł do jadalni przystanął zdziwiony widząc Karolinę. To była jej już druga niezapowiedziana wizyta w tak krótkim czasie.
- -Cześć siora!- zawołał kiedy pierwszy szok opadł
- Sebastian podbiegł przywitać się ciocią, a Dominika powoli pokuśtykała w ich kierunku
- -Cześć!- odpowiedziała zanim poświęciła swoją uwagę dzieciom
- -Krzysiek no dalej siadajcie!- ponagliła go mama
- Siatkarz zajął swoje stałe miejsce, ale jego dzieci nie chciały jakoś opuścić cioci.
- -Ej małe szkraby. Po obiedzie porozmawiacie sobie z ciocią, a teraz proszę ładnie usiąść.- wydała polecenie
- Zarówno Sebastian jak i Dominika nie byli z tego polecenia zadowoleni, ale posłusznie je wykonali siadając po obok taty.
- -No to Krzysiek opowiadaj jak tak z Anastazją?- zagadnęła pani Halina
- Mężczyzna westchnął ciężko zanim odpowiedział.
- -Niestety jest coraz gorzej. Lekarze nie dają zbyt wielu szans. No chyba, że jakimś cudem nagle znajdzie się dawca.
- -Wiesz ja i tata nie możemy już oddać krwi.- przyznała smutno
- -Wiem i nie mam do was o to żalu. Poza tym wasza krew i tak by się nie nadała. Nie było by zgodności.
- -A jaką grupę ma ta dziewczynka?- dorzucił ojciec
- On również nie mógł się pogodzić z myślą, że nie mogą pomóc małej Magierskiej.
- - 0Rh-
- Przy stole zapanowała całkowita cisza, a spojrzenia obydwojga rodziców zwróciły się na siedzącą naprzeciwko Krzyśka Karolinę.
- -No co?!- zagrzmiała nie mogąc znieść tego przeszywającego spojrzenia
- -Przecież Ty masz taką grupę krwi.- powiedział spokojnie pan Janusz
- -O nie! Nie zgadzam się…! Nie wmanewrujecie mnie w to!
- -Karolina uspokój się!- krzyknęła pani Halina patrząc karcąco na męża -Nikt nie ma zamiaru Cię do tego zmuszać, ale pomyśl ile dobrego byś wtedy zrobiła.
- Kobieta gwałtownie wstała od stołu.
- -Nie! Nie oddam swojego szpiku jakieś tam dziewusze!
- Tak jak siatkarz był spokojny tak teraz siostra wyprowadziła go z równowagi.
- -Czy Ty siebie słyszysz?! Ta dziewczynka jest w wieku Dominiki. Czy gdyby o nią chodziło powiedziałabyś to samo?!
- -Ale tu nie chodzi o Dominikę!- wcięła mu się natychmiastowo
- -Ale Weronika walczy o życie Anastazji tak samo jak ja i ty walczylibyśmy o życie Dominiki.- powiedział już odrobinę łagodniej, ale nadal jego głos był przesiąknięty złością na Karolinę
- -Posłuchaj! Nic mnie nie interesuje ta cała Weronika czy jak jej tam i jej córka! Widzę, że bardzo szybko pogodziłeś się ze stratą Iwony i szukasz pocieszenia w ramionach innej kobiety!
- Matka rodzeństwa przeczuwając co się święci natychmiast wygoniła dzieci do kuchni, żeby jej pomogły z drugim daniem. Dominika entuzjastycznie udała się za babcią natomiast Sebastian bez większej ochoty powłóczył za kobietą.
- -Nic o mnie nie wiesz!- wrzasnął uderzając pięścią w stół -Nie było Cię nawet na pogrzebie Iwonki bo miałaś arcy ważną pracę. Wtedy kiedy powinnaś być ze mną, okazać mi wsparcie Ciebie nie było! Więc nie waż się mnie oceniać.
- -Niektórzy jeszcze robią coś pożytecznego.- dogryzła mu
- -Pożytecznego?- zaśmiał się -Zrobiłabyś coś pożytecznego gdybyś pomogła tej małej, ale widzę, że oprócz własnego czubka nosa nic Cię nie interesuje!
- Siatkarz również już dawno porzucił wszelkie granice i nie miał jakichkolwiek hamulców.
- -No tak wracamy do starej śpiewki.- prychnęła pod nosem i dodała z wyrzutem -Chciałam spędzić miło niedzielne popołudnie, ale wychodzi na to, że jestem tutaj intruzem.
- -Karolina nikt czegoś takiego nie zasugerował.- wtrącił się pan Janusz
- -Teraz będziecie na mnie patrzeć jak na wyrodną córkę, która myśli tylko o sobie.
- -Karola do jasnej cholery czy Ty czegoś nie rozumiesz?!- wykrzyknął, ale szybko się opanował -Tu nie chodzi o to, że nie chcesz oddać tego szpiku. Wiem, że to trudna decyzja i należy ją przemyśleć. Chodzi o to jak podeszłaś do całej sprawy. Jak potraktowałaś w tym momencie Weronikę i Anastazję. Nie mówię już o sobie bo to jestem w stanie przeboleć, ale nigdy nie zgodzę się na to, żeby je tak obrażała. Zachowujesz się tak jakby Ci coś zrobiły.
- -Bo może zrobiły.- rzuciła tajemniczo po czym wybiegła z jadalni
- ***
- Wracam do was po dłuższej przerwie za co z góry przepraszam. Mam nadzieję, że ten rozdział chociaż trochę was udobrucha. Znowu coś się dzieje? Jak myślicie o co może chodzić? Jestem ciekawa waszych teorii. Pozdrawiam! Miłego dnia! Do next! :)
niedziela, 8 stycznia 2017
Nowe opowiadanie!
Zapraszam serdecznie na nową historię o byłym trenerze rerezentacji Polski Stefanie Antidze! Pozdrawiam! Dobrej nocy!
https://tiebreakzycia.blogspot.com
Ps. Nowy rozdział będzie niedługo!
https://tiebreakzycia.blogspot.com
Ps. Nowy rozdział będzie niedługo!
sobota, 31 grudnia 2016
Rozdział 14
- Krzysiek wszedł do szatni, a wszystkie spojrzenia odwróciły się w jego kierunku. Mężczyzna rzucił tylko zwykłe cześć i podszedł do swojej szafki. Przebierający się obok Bartek chciał zagadać przyjaciela, ale zrezygnował z tego pomysłu widząc umęczoną twarz Igły. Tym razem libero nie potrafił udawać, że wszystko jest w porządku. Sytuacja z chorobą Anastazji bardzo go wymęczyła. Jak tylko siatkarz pojawił się na hali został zawezwany przez trenera. Andrzej Kowal domagał się natychmiastowych wyjaśnień jego wczorajszej nieobecności. Libero, pomijając swoją nocną wpadkę wytłumaczył po krótce sprawę z dziewczynką.
- -Mam nadzieję, że nie zaangażujesz się w to za bardzo, bo drużyna Cię potrzebuje.- skwitował mężczyzna
- Niestety Krzysiek obawiał się, że już było za późno. Siatkarz nieustannie myślał o Magierskich. Nawet teraz, jego myśli zamiast skupiać się na treningu i plus lidze wybiegały w przód, do kolejnego spotkania z kobietą. Libero skinął delikatnie głową nie chcąc jeszcze bardziej rozzłościć mężczyzny. W trakcie treningu siatkarz próbował dać z siebie maksimum, żeby chociaż trochę udobruchać trenera. Przy okazji wyżycie się na piłce dobrze mu zrobiło. Chociaż na paręnaście minut zajął czym innym swoje myśli.
- Anastazja zasnęła wymęczona chemią, oraz zażytymi lekami. W przeciwieństwie do spokojnej dziewczynki Weronika toczyła ze sobą wewnętrzną walkę. Kobieta była wdzięczna Krzyśkowi za otrzymaną pomoc, ale czuła, że to wszystko rozwijało się w zbyt szybkim tempie. Magierska nie chciała dawać mężczyźnie złudnych nadziei. Nie była taka. Nie potrafiła bawić się czyimś kosztem. Weronika obiecała sobie, że przy najbliższej okazji przeprowadzi poważną rozmowę z siatkarzem. Kobieta chciała, żeby sprawa była jasna. Dla niej Krzysiek był tylko przyjacielem. Na moment Magierska zawahała się przy tej myśli, ale prawie natychmiast odrzuciła własne wątpliwości. Kobieta usłyszała dźwięk otwieranych drzwi, ale nie odwróciła się za siebie, żeby sprawdzić kto przyszedł. Weronika była pewna, że to któraś z pielęgniarek. Ku jej zaskoczeniu po chwili rozległ się jakiś męski głos.
- -Dzień dobry!
- Magierska podskoczyła wystraszona i natychmiast odwróciła do tyłu głowę. W progu sali stał sam Jakub Błaszczykowski.
- -Dzień dobry… co pan tutaj robi?- wyjąkała
- Piłkarz przeszedł w głąb pokoju.
- -Przysyła mnie dobra wróżka.- odparł tajemniczo
- Weronika spojrzała na niego zdziwiona nie mogąc odnaleźć się w zaistniałej sytuacji.
- -Kogo ma pan myśli?
- Rozmowa pary najwyraźniej obudziła Anastazję ponieważ dziewczynka otworzyła powoli swoje oczka i spojrzała najpierw na mamę, a następnie przeniosła wzrok na mężczyznę.
- -Pan… Kuba.- powiedziała z lekkim wysiłkiem
- -Cześć. Jak się czujesz?
- Kobieta z ogromnym wzruszeniem patrzyła jak piłkarz podchodzi do jej córki i wita się uściskiem dłoni.
- -Jestem trochę słaba.- odparła mała Magierska
- Kuba chwycił krzesło stojące pod ścianą i przystawił je obok łózka, a następnie usiadł na nim.
- -Mam coś dla Ciebie.- oznajmił polski pomocnik
- Na te słowa twarz dziewczynki od razu się rozpromieniła. Piłkarz podał jej torebkę z prezentem, a Anastazja natychmiast zajrzała do środka. Dziewczynka po kolei wyjmowała otrzymane pakunki wykazując coraz większą radość. Weronika, która dotychczas siedziała w milczeniu nadal nie mogła wydobyć z siebie głosu. To co zrobił Kuba wiele dla niej znaczyło. Dla niego pewnie to był tylko lot z Wolsburga do Rzeszowa. Mimo tego kobieta była mu wdzięczna z tę wizytę. Nareszcie na twarzy Anastazji pojawił się prawdziwy, niewymuszony uśmiech, który zniknął kilkanaście godzin temu.
- -Umiesz grać w chińczyka?- zapytał po chwili Błaszczykowski
- Dziewczynka potaknęła delikatnie głową, a mężczyzna wyjął z drugiej torby kwadratowe pudełko, średnich rozmiarów.
- -Rozłóż planszę, a ja pójdę porozmawiać z Twoją mamą.- polecił jej spoglądając na Magierską
- Chociaż Kuba nie zwrócił się do niej bezpośrednio kobieta wstała z krzesła i ruszyła za mężczyzną. Weronika usiadła na na jednym z plastikowych krzesełek, a piłkarz zajął miejsce po jej lewej stronie.
- -Nadal się pani nie domyśla o kogo mi chodziło?- zagadnął próbując zmniejszyć zaistniałe między nimi napięcie
- Magierska wytężyła swój umysł, ale do głowy przyszedł jej tylko Ignaczak, którego od razu skreśliła z listy potencjalnych dobrych wróżek.
- -Nie.- odparła krótko
- W tej chwili nie miało dla niej znaczenia kto za tym stoi. Liczyło się tylko to, że jej córka była szczęśliwa.
- -Znam się od kilku lat z Krzyśkiem.
- Mężczyzna nie musiał mówić nic więcej. To jedno, krótkie zdanie w zupełności wystarczyło, żeby kobieta wpadła w jeszcze większą panikę. Osoba, którą skreśliła na starcie okazała się być dobrą wróżką Anastazji. Chociaż przed paroma minutami Weronika chciała spowalniać poczynania libero to w tym momencie była mu wdzięczna za to co zrobił.
- -Dziękuje panu.- powiedziała uśmiechając się serdecznie
- -Może skończymy z tym grzecznościami?- zaproponował piłkarz na co kobieta od razu przystała
- -Skoro jesteśmy sami to powiedź mi jakie są rokowania.
- Tym razem głos mężczyzny nie był już taki swobodny i opanowany. Magierska odniosła wręcz wrażenie, że Kuba naprawdę przejął się losem dziewczynki.
- -Nie najlepsze. Owszem jesteśmy dopiero na początku leczenia, ale lekarz mówi, że bez przeszczepu się nie obędzie.
- Dopiero kiedy kobieta wypowiedziała te słowa na głos zdała sobie sprawę z ich znaczenia. Jeśli w najbliższym czasie nie znajdzie się dawca jej mała córeczka wyruszy na spotkanie ze swoim ojcem.
- -Rozmawiałem już Małgosią, prezesem mojej fundacji i mamy pewien pomysł. Przed świętami chcemy zorganizować takie jak to nazwaliśmy świąteczne granie z Kubą. Zorganizujemy jakiś mecz piłkarski. Zaprosimy kilku sportowców, aktorów, muzyków, młodzież. Podczas tej imprezy będziemy zbierać pieniądze na leczenie pewnego chłopca, który cierpi na poważną chorobę kości. Oprócz tego możemy także nawiązać współpracę z DKMS. Każdy kto przyjdzie będzie się mógł zapisać do banku dawców. A nóż znajdzie się dawca dla Anastazji.
- -Dziękuję!- wykrzyknęła po czym nie panując nad sobą rzuciła się na piłkarza
- Reakcja kobiety bardzo wzruszyła Kubę i obudziła w nim pewne na pozór, już dawno zabliźnione rany. On już nie miał matki, ale dzięki babci wiedział co to znaczy rodzicielska troska.
- -To nic wielkiego.- odparł nonszalancko
- Umniejszanie swoich czynów i zasług było jego cechą rozpoznawalną.
- -Nie prawda. Nawet ten Twój przyjazd tutaj ma dla mnie ogromne znaczenie. Widziałeś reakcję Anastazji. Od wczoraj wieczora ani razu się nie uśmiechnęła.
- Piłkarz wzruszył jedynie ramionami nie chcąc ciągnąć tej bezsensownej dyskusji.
- -Chodźmy do Anastazji. Pewnie już się niecierpliwi.
- Rzeczywiście kiedy para weszła do sali dziewczynka wyraziła swoje niezadowolenie z powodu ich długiej rozmowy. Weronika zajęła poprzednie miejsce nie chcąc przeszkadzać Anastazji i Kubie. Jej córka jednak miała zupełnie inne plany. Od razu zaproponowała grę we trójkę. Mała Magierska powiedziała to tak stanowczym tonem, że kobieta nie próbowała nawet się sprzeciwiać. Weronika przystawiła krzesło bliżej łóżka ponieważ na nim znajdowała się już rozłożona plansza. Dziewczynka nie pytając o czyjekolwiek pozwolenie zastrzegła sobie prawo do niebieskich pionków. Kuba uśmiechnął się ciepło do Anastazji podając jej sześcienną kostkę, która sturlała się na ziemię. Dziewczynka odebrała ją odwzajemniając uśmiech mężczyzny. Podczas gry nie obyło się bez żartów i śmiechów. Nawet Weronika poczuła, że na chwilę zeszło z niej to całe napięcie. Patrząc na roześmianą twarz córki nie dopuszczała do siebie myśli, że ten uśmiech może niedługo zniknąć. Kuba posiedział z Anastazją ponad dwie godziny. Chociaż zarówno mina dziewczynki jak i piłkarza wskazywały na to, że chcieliby pobyć ze sobą jeszcze dłużej. Niestety na Anastazję czekał obiad i kolejna dawka leków. Kiedy mała Magierska konsumowała posiłek Weronika odprowadziła pomocnika. Po drodze kobieta jeszcze podziękowała mu za tę wizytę, a piłkarz po raz kolejny zapewnił, że dla niego to również było miłe spotkanie. Przy okazji mężczyzna obiecał, że jeszcze na pewno odwiedzi dziewczynkę. Na pożegnanie para wymieniła się numerami telefonów i każde ruszyło do swoich obowiązków.
- ***
- Wracam do was po świętach z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że się podoba. Dzisiaj trochę bez większej akcji, ale od następnej częśći znowu zacznie się dziać. Pozdrawiam! Do next! :)
- Ps. Życzę wam udanej zabawy sylwestrowej oraz pomyśloności w Nowym Roku. Dużo zdrowia, spełnienia marzeń. A wszystkim twórcom opowiadań, którzy tutaj zaglądają życzę jeszcze dużo weny. Niech wena będzie z wami! :)
czwartek, 22 grudnia 2016
Świąteczne życzenia
Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia chcę życzyć wam wszystkim zdrowych i spokojnych świąt spędzonych w gornie najbliższych. Niech to będzie taki czas zatrzymania się na chwilę zdala od wszystkich codziennych obowiązków. W nadchodzącym, nowym roku niech spełnią się wszystkie wasze marzenia, a wszelkie troski niech omijają was szeroki łukiem.
Ponieważ w statystykach widziałam, że na mojego bloga zaglądają osoby z zagranicy postanowiłam dołączyć krótkie życzenia w ich ojczystych językach.
Ponieważ w statystykach widziałam, że na mojego bloga zaglądają osoby z zagranicy postanowiłam dołączyć krótkie życzenia w ich ojczystych językach.
Feliz
Natal e próspero Ano Novo!
Nollaig
Shona agus Athbhliain Shona!
Merry
Christmas and a Happy New Year!
Od wielu lat jestem zakochana w sowach dlatego dołączam wam świąteczną sowę! :)
Pozdrawiam! :)
Rozdział 13
Krzysiek
wyswobodził się powoli z ramion Weroniki. Kobieta mruknęła coś
pod nosem po czym przewróciła się na drugi bok i ponownie usnęła.
Mężczyzna przetarł oczy kierując się do łazienki. Kiedy
siatkarz wyszedł z toalety spojrzał ze smutkiem na dwie śpiące
istoty. Chociaż różniły się wiekiem były tak samo bezbronne.
Libero wyrwał małą kartkę z notatnika leżącego na szafce obok
łóżka dziewczynki i zostawił krótką wiadomość dla
Magierskiej.
-Pojechałem
do domu trochę się ogarnąć. Przyjadę po treningu. W razie czego
dzwoń. Mimo wszystko życzę wam miłego dnia.
Krzysiek
Mężczyzna
ostatni raz spoglądnął na Weronikę i Anastazję po czym chwycił
kurtkę i wyszedł z sali. Po drodze siatkarz minął się z
lekarzem prowadzącym małą Magierską, ale ten rzucił tylko dzień
dobry i ruszył dalej. Krzysiek wyjął komórkę z kieszeni kurtki,
żeby zobaczyć, która jest godzina. Niestety bateria już dawno
temu padła. Libero westchnął jedynie wychodząc ze szpitala. Jak
tylko siatkarz znalazł się w swoim domu natychmiast poszedł
podłączyć telefon. Za raz po włączeniu komórki wyświetliło mu
się ponad 20 nieodebranych połączeń i 10 nieprzeczytanych
wiadomości. Zarówno telefony jak i sms-y były od Bartka. Libero od
razu wybrał numer atakującego, który odebrał za pierwszym
sygnałem.
-No
w końcu raczyłeś oddzwonić!- ofuknął go przyjaciel
Siatkarz
rzucił tę uwagę mimo uszu i zaczął się tłumaczyć.
-To
była sytuacja awaryjna.
-Co
znowu się upiłeś?
-Nie!-
warknął i natychmiast zapiło mu się światełko w głowie
-A
skąd w ogóle wiesz, że się ostatnio upiłem.
-Twoja
panna się ze mną spotkała.- odparł Kurek
-Jaka
panna, o kim Ty mówisz?- Krzysiek coraz mniej rozumiał
-Weronika
czy jakoś tak miała na imię.
Po
raz kolejny zachowanie kobiety bardzo zdziwiło libero. Znowu miała
przed nim jakieś tajemnice. Teraz jednak najbardziej zastanawiał go
fakt jak skontaktowała się atakującym.
-Zadzwoniła
do Ciebie czy co?- zapytał próbując połapać się w tym wszystkim
-No
tak. Igła kurde co to za śledztwo. Kobieta się o Ciebie martwi…
-Teraz
to powinna martwić się o siebie.- wypalił libero co natychmiast
zaintrygowało siatkarza
-Zatem
ta awaryjna sytuacja była związana z Weroniką?- domyślił się
-Jej
córka ma białaczkę.
Po
drugiej stronie zapadła głucha cisza. Krzysiek odsunął telefon od
ucha, żeby sprawdzić czy połączenie nie zostało czasem
przerwane, ale na ekranie komórki nadal widniało zdjęcie Kurasia.
-Halo,
Bartek jesteś tam?!- zawołał ponownie przykładając telefon do
ucha
-Tak.
Po prostu nie wiem co powiedzieć.- wyjąkał po dłuższej chwili
mężczyzna
-Miałem
wczoraj tak samo. Ta wiadomość kompletnie ścięła mnie z nóg.
Jeszcze jak sobie pomyślałem, że na miejscu tej dziewczynki mogła
być moja Dominika to już w ogóle zrobiło mi się słabo.
-Jakie
ma szanse?
-Będą
podawać jej chemię, ale lekarz mówi, że jedynym wyjściem jest
przeszczep szpiku.
-No
to zagadaj do władz klubu. Na pewno uda się zorganizować jakąś
akcję.- poradził mu przyjaciel
-Kontaktowałem
się już z Kubą. Może jego fundacja coś zdziała.
-Nie
zaszkodzi działanie na kilka frontów. Chyba wiesz, że znalezienie
dawcy nie jest wcale takie proste.
-Wiem.-
zirytował się libero
-Dobra
Igła. Zrobisz jak zechcesz!- zawołał próbując załagodzić
sytuację
-O
której jest trening?- zapytał ucinając niewygodny temat
-O
14, ale czujesz się na siłach?
Krzysiek
westchnął głęboko zanim odpowiedział. Mężczyzna starał się
zrozumieć troskę przyjaciela. Bartek był przy nim zawsze w
najtrudniejszych momentach. Tym razem jednak libero chciał stanąć
na wysokości zadania i samemu poradzić sobie z problemem.
-Wycisk
na boisku dobrze mi zrobi.- odparł wymijająco
Atakujący
wiedział, że jakakolwiek dyskusja z przyjacielem nic nie da dlatego
zakończył połączenie. Libero jeszcze raz przejrzał otrzymane
wiadomości i natknął się na sms-a od Kuby. Dopiero wtedy siatkarz
przypomniał sobie, że miał zadzwonić do pani Małgosi. Nie chcąc
odkładać tego na później Krzysiek wybrał nadesłany numer.
-Małgorzata
Domagalik.- kobieta odebrała za drugim sygnałem
-Dzień
Dobry. Krzysztof Ignaczak.- przedstawił się i już chciał zacząć
nakreślać sytuację, ale pani Małgosia weszła mu w słowo
-Kuba
dzwonił do mnie wczoraj i powiedział co nieco.
-Miałem
się skontaktować z panią już wczoraj, ale w tym całym
zamieszaniu jakoś mi to umknęło.- usprawiedliwił się na wstępie
i zapytał -Możecie jakoś pomóc Anastazji?
-Nie
bezpośrednio. To znaczy możemy zorganizować jakąś akcję.
Ostatnio np. nasza fundacja organizowała turniej piłkarski
połączony z koncertem Kamila Bednarka podczas, którego każdy kto
przyszedł mógł zapisać się do banku dawców.
-Dacie
radę zrobić coś takiego dla Anastazji? Lekarz mówi, że
przeszczep to jedyny ratunek, a ona ma bardzo rzadką grupę krwi.
-Porozmawiam
z Kubą i coś na pewno wymyślimy. Z tego co wiem to Kuba miał
dzisiaj przyjechać do Polski.
-Już
dzisiaj?- zdziwił się przypominając sobie swoją rozmowę z
przyjacielem
-Tak.
Nie mówił mi skąd ta nagła zmiana planów.
-Dobrze.
W takim razie jesteśmy w kontakcie. Dziękuję za wszystko.
-Podziękuje
nam pan jak uda się pomóc tej dziewczynce. Do widzenia.- odparła
kobieta po czym zakończyła połączenie
Krzysiek
spojrzał na ścienny zegar i jęknął widząc, że zostały jeszcze
ponad dwie godziny do treningu. Libero wstał z kanapy i udał się
do kuchni przyszykować śniadanie, ale ostatecznie zrezygnował z
jedzenia i wypił tylko mocne espresso. W trakcie tych
kilkudziesięciu minut mężczyzna nieustannie myślał o Weronice i
jej córce. Siatkarz nadal nie potrafił pogodzić się z
niesprawiedliwością losu. Czym zawiniła ta bezbronna kobieta, że
życie tak bardzo się nad nią znęcało. Po dłuższych dywagacjach
Krzysiek stwierdził, że to samo pytanie mógłby postawić w
stosunku do siebie. Czym on zawinił, że los odebrał mu ukochaną
osobę, matkę jego dzieci? Głębokie rozmyślania libero, przerwał
dźwięk telefonu. Siatkarz spojrzał na ekran i zdziwił się widząc
migające na ekranie imię polskiego pomocnika.
-Halo,
no cześć!- rzucił do słuchawki próbując wykrzesać z siebie
odrobinę entuzjazmu co nie było takie łatwe
-Cześć.
Przyjechałem wcześniej do Polski i tak sobie pomyślałem, że może
odwiedziłbym tą małą.- zaproponował nieśmiało Kuba
Krzyśka
momentalnie zatkało. Błaszczykowski po raz kolejny pokazał jakim
jest wrażliwym człowiekiem. Libero do teraz pamiętał jak Kuba
pojechał na pogrzeb Dominiki, dziewczynki, z którą spotkał się
parę razy na oddziale onkologicznym, przed ważnym meczem z
Niemcami. Co prawda polski pomocnik nie wyszedł wtedy na murawę z
powodu kontuzji, ale dla siatkarza to i tak był bardzo znaczący
gest.
-Um.
Jeśli masz czas i ochotę to Anastazja na pewno się ucieszy.-
wydukał
Propozycja
Błaszczykowskiego nadal robiła na nim ogromne wrażenie.
-Napatrzyłem się już na wiele ludzkiego cierpienia i jeśli mogę
sprawić komuś radość samą swoją obecnością to czemu miałbym
tego nie robić.- odparł piłkarz, a Krzysiek pomyślał, że jest
niewielu takich skromnych ludzi na tym świecie.
-Miło
słyszeć takie słowa z ust tak wielkiej gwiazdy.
Kuba
roześmiał się w odpowiedzi.
-Wiesz,
że nie znoszę jak ktoś nazywa mnie gwiazdą. Lepiej powiedz, w
którym szpitalu leży Anastazja?
-W
Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr.2 na Lwowskiej 60. Będziesz
wiedział jak dojechać?
-Tak.
Jakby co mam GPS w samochodzie.
-Kuba
jeszcze raz dzięki za wszystko. Jesteś prawdziwym przyjacielem.-
powiedział wzruszony
Błaszczykowski
od wielu lat był jednym z jego trzech, a teraz już niestety dwóch
najlepszych przyjaciół Z Bartkiem utrzymywał odrobinę bliższe
relacje ponieważ obecnie grali w tym samym klubie, a do niedawna
spotykali się na zgrupowaniach reprezentacji. Z Kubą niestety, w
większości rozmawiał przez skype'a, albo widział się w realu
parę razy do roku.
-Nie
ma za co. Do zobaczenia.- piłkarz zakończył połączenie
Weronika
przebudziła się nerwowo. Kobieta rozejrzała się dookoła i zdała
sobie sprawę, że choroba córki nie była tylko złym koszmarem. Na
drugim łóżku stojącym parę metrów dalej spała Anastazja.
Dziewczynka wierciła się nerwowo jakby coś ją bolało. Magierska
podniosła się do pozycji półleżącej, a po chwili wstała i
podeszła do córki. Kiedy kobieta stanęła przy łóżku
dziewczynki dostrzegła małą kartkę z wiadomością jak się
domyśliła od Krzyśka. Czytając te paręnaście słów Weronika
przypomniała sobie wydarzenia minionej nocy. Magierska była na
siebie wściekła, że dała się ponieść emocjom. Kobieta bała
się teraz spojrzeć siatkarzowi w oczy. Co niby miałaby mu
powiedzieć. Że to był wypadek, że zadziałały emocje, że tego
żałuje? Przecież wcale tak nie było. Weronika pocałowała libero
nie w przypływie ataku paniki, samotności czy desperacji. Zrobiła
to, bo po prostu tego pragnęła. Dziewczynka zaczęła się wybudzać, a na jej
twarzy pojawił się lekki grymas bólu. Weronika już chciała iść
zawołać pielęgniarkę, ale wtedy do pokoju wszedł lekarz
zajmujący się Anastazją. Mężczyzna przywitał się zwykłym
dzień dobry i od razu przeszedł do krótkiego wywiadu. Chociaż
lekarz zapewnił małą Magierską, że na pewno wyzdrowieje kobieta
nie dała się zwieść. W jego spojrzeniu czaił się dziwny błysk
smutku. Czyżby było aż tak źle? To pytanie nurtowało Weronikę
najbardziej. Magierska wiedziała, że walka z rakiem nie jest łatwa,
ale jak każda matka chciała wierzyć, że jej córka wyjdzie z tego
boju zwycięsko. Po śniadaniu zjawiła się pielęgniarka, która
podpięła dziewczynce pierwszą dawkę chemii. Weronika siedziała
na krzesełku obok łóżka Anastazji i wpatrywała się pustym
wzrokiem w kropelki przezroczystego płynu wpadające do krwiobiegu
tego małego ciałka.
-Mamusiu
zimno mi.- pożaliła się mała Magierska
Kobieta
przytknęła dłoń do czoła córki po czym zawołała zdenerwowana.
-Przecież
Ty jesteś rozpalona!
Weronika
natychmiast wybiegła z sali i zaczepiła pierwszą spotkaną
pielęgniarkę.
Chwilę
później w pokoju dziewczynki zjawił się lekarz. Jego mina nie
wróżyła niczego dobrego.
-Panie
doktorze co jest?- zapytała łamiącym głosem
-Obawiam
się, że nie zostało nam zbyt wiele czasu.- odparł tajemniczo
-To
znaczy?
-Do
przeszczepu szpiku. Najlepiej gdyby to była osoba spokrewniona, ale
nawet zgodny szpik będzie dla nas ratunkiem.
-Pan
chce mi powiedzieć, że moja córka umiera!- wrzasnęła z
bezsilności
Mężczyzna
westchnął głęboko po czym odparł ze stoickim spokojem.
-To
dopiero pierwsza dawka chemii. Może po niej będzie trochę lepiej.
Proszę nie tracić nadziei.
-Nadzieja?-prychnęła
w myślach
W
ostatnim czasie zbyt często musiała żyć nadzieją i pustą wiarą.
Najpierw łudziła się, że Artur ,jak to często miał w zwyczaju
,stanie przy kuchennym blacie i będzie czaił się na świeżo
upieczone pieguski. A teraz musiała wierzyć, że jej córka zdąży
się jeszcze zakochać, założyć rodzinę czy pójść na studia.
***
Jakiś czas mnie tutaj nie było, ale już jestem. Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Jak myślicie czy uda się znaleźć dawcę dla Anastazji? Napomknę tylko, że nie zapomniałam o Karolinie i o tym, że zna małą. Te fakty mogą się okazać bardzo znaczące w dalszym ciągu historii. Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next! :)
wtorek, 13 grudnia 2016
Co z kolejnym rozdziałem?
Z przykrością muszę poinformować, że na razie nowego rozdziału nie będzie. Dopadła mnie potworna choroba i na nic nie mam siły. Mam nadzieję, że uda mi się do was wrócić jak najszybciej. Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next!:)
środa, 7 grudnia 2016
Rozdział 12
- Weronika czuwała przy córce. Kobieta pomimo uprzednich próśb Krzyśka i lekarza zajmującego się dziewczynką nie zamierzała wracać do domu. Anastazja była wszystkim co miała. Była dla niej pozostałością jakiejś części po Arturze. Siatkarz widząc, że Dominika zasypia już na siedząco zamówił taksówkę, żeby odwieźć córkę do rodziców. Libero nie umiał powiedzieć dlaczego, ale nie potrafił zostawić teraz kobiety samej. Mężczyzna tłumaczył sobie, że to zwykła empatia. Kiedy on przeżywał tragedię miał obok ludzi, którzy go wspierali. W przeciwieństwie do niego Weronika była sama i sama musiała radzić sobie z tym wszystkim. Kobieta próbowała namówić Krzyśka do powrotu do domu, ale ten pozostał nieugięty. Weronika mogła udawać nie wiadomo jak twardą, jednak jego nie oszuka. Pod tą maską pewności siebie kryła się mała, bezbronna istota. Na jej barki w przeszłości spadło już tak wiele, a teraz musiała zmierzyć się z kolejnym ciężarem. Kiedy Krzysiek zajechał do rodziców natychmiast został przez nich oblężony. Przez telefon mężczyzna jedynie wytłumaczył im, że musi pomóc swojej znajomej.
- -Synku co się dzieje?- zapytała zmartwiona pani Halina
- -Córka mojej znajomej zachorowała na białaczkę.- odparł zmęczonym głosem
- -Mój boże!- wykrzyknęła kobieta zanim wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z mężem
- -Nie wiedziałam, że się z kimś spotykasz po śmierci Iwonki. -powiedziała na co siatkarz przewrócił teatralnie oczami
- Dlaczego wszyscy upatrywali się w jego relacji z Weroniką czegoś więcej. Byli dwójką dobrych znajomych, których połączyła bolesna przeszłość.
- -Mamo nie jesteśmy razem.- zaprzeczył natychmiastowo po czym zwrócił się do córki
- -Dominika idź do Sebastiana. Za raz do was przyjdę.
- Dziewczynka pobiegła na górę, a Krzysiek usiadł na kanapie i zaczął mówić. Te słowa chociaż nie dotyczyły jego osoby personalnie przychodziły mu bardzo trudno. Ponownie ujrzał w myślach smutną twarz dziewczynki. Wręcz słyszał jej zapewnienia, że będzie walczyć. Lekarz poinformował Anastazję o jej stanie w jak najdelikatniejszy sposób. Na początku mała Magierska przyznała, że się boi, ale widząc zapłakane oczy swojej mamy dodała.
- -Nie płacz mamusiu. Jestem silna i będę walczyć.
- Krzyśkowi w tamtym momencie cisnęło się na usta wiele słów. Iwonka mówiła dokładnie to samo. Również za każdym razem kiedy się żegnali powtarzała zobaczysz jak przyjdziesz jutro będę się czuła o wiele lepiej i będę miała lepsze wyniki. Niestety pewnego razu jak przyszedł zastał już puste łóżko żony. Rodzice patrzyli zmartwieni na syna. Już dawno nie widzieli, żeby był w takiej rozsypce.
- -Synku powiesz nam co się dzieje?- zapytała pani Halina kładąc rękę na ramieniu libero
- -Sam chciałbym to wiedzieć.- wyznał
- -Kim jest ta kobieta?- to pytanie padło ust pana Janusza
- -To Weronika. Poznałeś ją wtedy przed naszym domem.
- -Chodzi o Anastazję?! Tę przemiłą dziewczynkę?!- wykrzyknęła jego matka
- -Znasz ją?- zdziwił się siatkarz
- -Tak. Była u nas na obiedzie. Dominika i ta dziewczynka bardzo się zakolegowały.
- Siatkarz westchnął głęboko zastanawiając się dlaczego Weronika zataiła to przed nim. To przecież nie była jakaś zbrodnia.
- -Dobra. Nie ważne. Zajmiecie się dzisiaj dziećmi? Weronika nie powinna zostać teraz sama.- powiedział, a pani Halina uśmiechnęła się w myślach przypominając sobie rozmowę z parku
- Magierska nie wierzyła, że się jeszcze kiedyś ktoś się nią zainteresuje, a tymczasem wszystko wskazywało na to, że wpadła w oko Krzyśkowi.
- -Pewnie jedź.- zapewniła pospiesznie
- -Weronika Cię teraz potrzebuje.
- Libero jęknął słysząc dziwny podtekst w słowach kobiety.
- -Mamo my…- już chciał po raz kolejny zaprotestować jednak pani Halina nie dała mu skończyć
- -Jedź już.
- Krzysiek podniósł się z kanapy i zaczął oklepywać kieszenie w celu znalezienia kluczyków od auta. Dopiero po chwili mężczyzna przypomniał sobie, że przyjechał taksówką.
- -Tato pożyczyłbyś mi auto. Moje nie chciało dzisiaj zapalić i musiałem wziąć taksówkę.
- -Oczywiście. Za raz Ci przyniosę kluczyki.
- Pan Janusz pomknął na górę do sypialni, a libero zgodnie ze wcześniejszą obietnicą zajrzał do dzieci. Sebastian podniósł tylko wzrok na ojca, ale nie odezwał się ani słowem. Za to Dominika natychmiast wpadła w ramiona siatkarza i zaczęła cicho płakać.
- -Tatusiu, ale Anastazja będzie zdrowa?- zapytała cichutkim głosikiem
- -Oczywiście, że tak. Pan doktor poda jej lekarstwo i wyzdrowieje.
- Krzysiek wiedział, że w rzeczywistości to wszystko będzie wyglądać zgoła inaczej, jednak nie umiał powiedzieć własnej córce, że jej najlepszą koleżankę czeka teraz ciężka i niełatwa walka. Walka na śmierć i życie.
- -Bądźcie grzeczni.- zwrócił się do obydwojga wypuszczając dziewczynkę ze swoich ramion
- Sebastian prychnął tylko pod nosem i powrócił do czytania książki, a Dominika obdarowała mężczyznę całusem w policzek wracając do rysowania. Kiedy libero zszedł na dół zastał zmartwionych rodziców. Pani Halina próbowała uśmiechnąć się serdecznie, żeby ukryć oznaki wcześniejszego płaczu, ale Krzysiek nie dał się zwieść. Reakcja jego rodziców utwierdziła go w przekonaniu, że Weronika była kobietą wyjątkową. Roztaczała wokół siebie niesamowitą aurę. W przeciągu chwili zyskała sympatię Dominiki co nie było łatwe w ostatnim czasie. Niekiedy nawet on nie potrafił dotrzeć do córki. Siatkarz odebrał od ojca kluczyki i dokumenty po czym skierował się do wyjścia.
- -Pozdrów je od nas.- poprosiła pani Halina powstrzymując kolejną falę płaczu
- -Pozdrowię.- zapewnił i wyszedł
- Po niecałych 30 minutach libero dotarł do szpitala. Kiedy mężczyzna wszedł do sali, w której leżała Anastazja zastał śpiącą Weronikę z głową opartą o ramię łóżka. Krzysiek po cichu przeszedł w głąb pomieszczenia, żeby nie obudzić dziewczyn. Libero zdjął kurtkę rzucając ją na krzesło stojące w kącie po czym wziął kobietę na ręce, żeby przenieść ją na drugie łóżko, które zostało specjalnie dostawione. Normalnie regulamin szpitala zabraniał nocnych wizyt, ale z racji bardzo młodego wieku dziewczynki lekarz zgodził się na to, żeby mogli zostawać na noc. Magierska przebudziła się na chwilę i zaczęła coś mamrotać.
- -Śpij dalej.- poprosił łagodnym głosem
- Kobieta ponownie zamknęła oczy i oddała się w krainę morfeusza. Libero ułożył delikatnie Weronikę na łóżku i zajął jej poprzednie miejsce. Jemu również zaczęło się udzielać zmęczenie. To był bardzo emocjonujący dzień także dla niego. Już po paru minutach zaczął go boleć kark z powodu niewygodnej pozycji, ale powiedział sobie w myślach, że Weronika i Anastazja są warte tego poświęcenia. Libero już prawie zasypiał kiedy usłyszał głośny krzyk kobiety. Magierska zaczęła szamotać się na łóżku wykrzykując jakieś urywane słowa. Mężczyzna domyślił się, że śni jej się śmierć męża. Siatkarz niepewnie podszedł pod łóżka Weroniki. Krzysiek zastanawiał się przez dłuższą chwilę co robić, ale ostatecznie usiadł obok kobiety i pogłaskał ją delikatnie po policzku. Gest ten całkowicie rozbudził Magierską.
- -Która godzina?- zapytała sennie
- -Dochodzi 11 w nocy.- odparł spoglądając na elektroniczny zegarek na lewej ręce
- -To co Ty tu jeszcze robisz!- wrzasnęła na niego
- -Powinieneś by teraz w domu. Z dziećmi. Sebastian Cię potrzebuje.
- -Dzieci są u dziadków.- natychmiast uciął jej zmartwienia i dodał
- -Wy też mnie potrzebujecie. Kiedyś Ty mi pomogłaś to teraz ja pomogę tobie.
- -Ale co Ty porównujesz opiekę podczas meczu do czegoś takiego?!
- -Ja potrzebowałem takiej pomocy ty potrzebujesz innej.- ponownie nie dał szans kobiecie do wszczęcia zaciętej dyskusji
- -A gdzie będziesz spać? Przecież musisz dbać o swoje zdrowie bo inaczej nie będziesz mógł grać, a wtedy trener zabije i mnie i Ciebie.- sięgnęła po mocny argument
- -Tę jedną noc jakoś przetrzymam…
- -O nie…
- Krzysiek myślał, że za chwilę usłyszy długą litanię dlaczego powinien wrócić do domu, a tymczasem z ust kobiety padła zaskakująca propozycja.
- -Jeśli koniecznie chcesz już zostać co uważam za szczyt bezmyślności, to połóż się obok mnie. Jakoś się pomieścimy.
- -Nie chcę, żebyś poczuła się niekomfortowo.- zaczął się wymigiwać, ale tak naprawdę to on bał się, że przekroczenia kolejnej granicy w ich relacjach
- Owszem już raz spali w jednym łóżku. Wtedy jednak Krzysiek kompletnie nie wiedział co się działo na około, a ponadto łóżko było na tyle duże, że mieli między sobą sporo wolnej przestrzeni. Tutaj jednak musieli by spać bardzo blisko siebie. Kiedy libero wyobraził sobie ich razem w tym łóżku poczuł jakby właśnie zdradzał Iwonkę. Wraz z tą myślą powróciły do niego słowa Sebastiana, że zapomniał o mamie i pocieszył się inną.
- -No dalej kładź się. Przecież widzę, że już zasypiasz na siedząco.
- Weronika widząc, że siatkarz nie wykonuje jakiegokolwiek ruchu dodała:
- -Przecież nic Ci nie zrobię. To tylko jedna noc w jednym łóżku.
- -Okey.- uległ w końcu zdejmując buty
- Kobieta przesunęła się na skraj łóżka i odwróciła plecami do Krzyśka. Mężczyzna próbował znaleźć sobie wygodną pozycję, ale nie było to łatwe. Problemu nie zastanowiło za krótkie czy zbyt miękkie łózko, ale obecność Weroniki po drugiej stronie. Jakaś niewidzialna siła ciągnęła go w jej kierunku. Siatkarz długo próbował walczyć z tym uczuciem, ale w końcu się poddał i przewrócił się twarzą do Magierskiej. Kobieta jakby wiedziona jakimś instynktem uczyniła to samo. Ich twarze dzieliło zaledwie parę minimetrów. Weronika uniosła dłoń i przeczesała palcami artystycznie ułożone włosy libero.
- -Dziękuję Ci, że jesteś.- wyszeptała, a później zrobiła coś czego się kompletnie nie spodziewała
- Przycisnęła swoje usta do warg siatkarza. Kiedy dotarło do kobiety co zrobiła chciała się natychmiast odsunąć od mężczyzny, ale wtedy Krzysiek pogłębił ten pocałunek. Przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie i sprawił, że poczuła chwilowe szczęście i zapomniała o wszelkich troskach.
- ***
- Mamy kolejny rozdział. Tym razem może bez jakiejś większej akcji, ale od następnego znowu zacznie się coś dziać. Pozdrawiam! Miłego dnia! Do next! :)
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Historia o Kubie Błaszczykowskim nareszcie wystartowała!
Na blogu o Błaszczu pojawił się prolog. Zapraszam serdecznie do czytania i komentowania! Pozdrawiam! :)
http://wygractennajwazniejszymecz.blogspot.com/2016/12/prolog.html
http://wygractennajwazniejszymecz.blogspot.com/2016/12/prolog.html
środa, 30 listopada 2016
Rozdział 11
- -Co to znaczy?- zapytała wystraszona
- -Musimy wykonać jeszcze jedno badanie.- zbył ją zdawkowo
- -Panie doktorze co pan podejrzewa?!
- -Nie ma sensu siać niepotrzebnie paniki. To badanie da nam stuprocentową pewność.
- Weronika weszła do sali gdzie leżała jej córka i zamarła na zastany widok. Gdzie się podziała ta żywiołowa i pełna energii dziewczynka?
- -Mama!- zawołała z wyraźnym wysiłkiem
- -Jestem kochanie.- odparła siadając na krzesełku obok łóżka po czym delikatnie ścisnęła dłoń córki
- -Co mi jest?
- -Jeszcze nie wiadomo. Lekarze muszą Ci zrobić jedno dodatkowe badanie.
- -Bardzo boli mnie brzuch.- pożaliła się Anastazja
- -Za raz zawiadomię pielęgniarkę i da Ci coś przeciwbólowego.- obiecała po czym krzyknęła do przechodzącej akurat sanitariuszki
- -Moją córkę bardzo boli brzuch. Mogłaby pani jej coś podać.
- -Już zawołam lekarza.- odpowiedziała wychodząc z sali
- Po krótkiej chwili zjawił się lekarz, który dokładnie zbadał brzuch dziewczyny i wydawkował środki przeciwbólowe.
- -Pani Aniu przewozimy dziewczynkę do sali zabiegowej.- zarządził doktor po czym zwrócił się do Weroniki
- -A panią proszę, żeby poczekała na korytarzu.
- -Mamusiu boję się!- zapłakała mała Magierska
- -Nic się nie bój! Wszystko będzie dobrze!- zapewniła chociaż sama nie wierzyła w swoje słowa
- Kobieta usiadła na krześle i zaniosła się głośnym szlochem. Wszystkie te emocje, które tak usilnie starała się hamować wróciły do niej teraz ze zdwojoną siłą. Po krótkiej chwili Weronika poczuła jak czyjeś malutkie ramiona uwieszają jej się na szyi. W pierwszym odruchu Magierska pomyślała, że to Anastazja, ale prawie od razu przypomniała sobie, że dziewczynka przechodzi teraz jakieś badanie. Zaskoczona kobieta podniosła głowę i ujrzała zmartwioną twarz Dominiki. Parę kroków za nią stał zmizerowany Krzysiek.
- -Co wy tutaj robicie?- zapytała
- -Dominika do mnie zadzwoniła i powiedziała co się stało. Wziąłem taksówkę i jak najszybciej przyjechaliśmy.
- -Ciociu co z Anastazją?- do rozmowy wtrąciła się mała Ignaczakowa
- -Jeszcze nic nie wiadomo. Właśnie robią jej jakieś badanie.
- -Lekarz Ci coś mówił?- libero usiadł obok Weroniki i delikatnie ją objął
- Kobieta wtuliła się w mężczyznę opierając swoją głowę o jego ramię.
- -Nie, ale jak zobaczył wyniki to bardzo się zmartwił. Krzysiek tak bardzo się boję, że ją stracę. Ja tego nie przeżyję!- ponownie zaczęła szlochać
- -Ciiii. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Może to jakaś zwykła infekcja.- mężczyzna starał się ją uspokoić, ale na marne
- -Gdyby to była zwykła infekcja to ten lekarz aż tak by się nie wystraszył i nie robił z tego jakiejś wielkiej tajemnicy.
- -Może nie chciał Cię nie potrzebnie martwić na zapas.
- -Sama już nie wiem co mam myśleć. Czy to życie się na mnie jakoś uwzięło! Czy śmierć Artura to za mało na moje barki!
- -Nie mów tak!- przerwał jej stanowczo
- -Myśl pozytywnie.
- -A czy Ty myślałeś pozytywnie jak widziałeś, że Iwonka…- w porę ugryzła się w język zanim powiedziała umarła jednak siatkarz i tak wiedział o co jej chodzi
- -Ale ona i ja zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że odchodzi, a Anastazja jest jeszcze bardzo młoda i ma bardzo duże szanse. Nie zakładaj na wstępie najgorszego.
- -Panie doktorze i co?!- zawołała do wychodzącego mężczyzny
- -Wyniki będą za jakieś półgodziny. Do tego czasu musimy czekać. Jak czegoś się dowiem od razu panią zawiadomię.- obiecał po czym odszedł
- -Muszę jej przywieź jakieś rzeczy, ale nie chcę, żeby była sama.- zwróciła się do Krzyśka
- -Jedź, a ja z nią zostanę. Anastazja na pewno się ucieszy na widok Dominiki.
- -Dziękuję Ci!- wykrzyknęła i w przypływie nagłej radości pocałowała siatkarza w policzek
- -Nie ma za co.- odpowiedział, ale Weronika już wybiegała przez szklane drzwi szpitala
- -Tatusiu, ale nic nie będzie Anastazji?- zapytała smutna Dominika
- -Nie.- zapewnił chociaż sam miał jakieś złe przeczucia co do zdrowia dziewczynki
- Po półgodzinie Weroniki nadal nie było, ale lekarz miał już wszystkie wyniki badań małej Magierskiej. Chociaż Krzysiek skłamał, że jest ojcem Anastazji mężczyzna uznał, że takie informacje należy przekazywać w obecności obydwojga rodziców. Słowa te bardzo zaniepokoiły libero, ale postanowił zachować kamienną twarz ze względu na swoją córkę, która była bardzo spostrzegawcza. W końcu zdyszana kobieta wbiegła do szpitala taszcząc na ramieniu zapakowaną torbę sportową.
- -I jak wiadomo już coś?- zagadnęła, a wtedy zjawił się lekarz
- -Skoro są już państwo we dwójkę to zapraszam do mojego gabinetu.
- Weronika spojrzała zdziwiona na siatkarza, a ten wyszeptał jej na ucho.
- -Powiedziałem, że jestem ojcem Anastazji, żeby się czegoś dowiedzieć.
- Gest ten bardzo rozczulił Magierską. Mężczyzna mógł teraz sobie odpoczywać w domu popijając kawę, a zamiast tego siedział z nią na szpitalnym korytarzu i martwił się tak samo jak ona.
- -Proszę niech państwo usiądą.- lekarz wskazał ręką dwa krzesła naprzeciwko biurka i sam zajął miejsce splatając dłonie przed sobą
- -Nie będę ukrywał, że sytuacja jest bardzo poważna.- powiedział na wstępie
- -To znaczy?- wyjąkała spanikowana
- -Morfologia krwi wykazała niedokrwistość, małopłytkowość, a także znaczny spadek białych krwinek granulocytów.
- -Może pan mówić jaśniej?
- -Biopsja szpiku kostnego potwierdziła białaczkę limfoblastyczną.
- -Chce mi pan powiedzieć, że moja córka ma raka? To jakiś żart prawda? Jest tutaj gdzieś ukryta kamera?- zaśmiała się histerycznie.
- -Bardzo mi przykro.-kontynuował lekarz
- -Im szybciej zaczniemy leczenie tym większe są szanse na powodzenie kuracji. Białaczka została wykryta stosunkowo szybko co jeszcze bardziej zwiększa szanse państwa córki. Od jutra rozpoczniemy chemioterapię, ale musimy również rozpocząć poszukiwania dawcy szpiku. Anastazja ma bardzo rzadką grupę krwi co nieznacznie, ale jednak zawęża grupę potencjalnych dawców.
- Słowa mężczyzny docierały do kobiety jakby przez mgłę. Weronika nadal nie mogła uwierzyć, że jej mała dziewczynka będzie musiała zmierzyć się z tak potwornym paskudztwem.
- -Jakie są rokowania?- zapytał Krzysiek
- Starał się być opanowany, ale jego również ta wiadomość przygniotła do ziemi. Libero wyobraził sobie, że zamiast Anastazji znajduje tam się jego Dominika i momentalnie poczuł jak ściska go w żołądku.
- -Trudno powiedzieć. To wszystko zależy od organizmu. Organizm państwa córki jak na razie dzielnie walczy, ale wiele organizmów reaguje tak na początku. Po pierwszej dawce chemii będziemy mieli trochę bardziej klarowny obraz.
- -Rozumiem.- odpowiedział w ich imieniu Krzysiek
- -Wysłaliśmy już zgłoszenie do banku dawców szpiku. Teraz czekamy na odpowiedź. Mogą państwo również popytać wśród najbliższej rodziny. Może ktoś będzie miał taką samą grupę krwi.
- -A co potem?- to pytanie padło z ust kobiety
- -Potencjalny dawca będzie musiał przejść szereg badań pod względem zgodności tkankowej.- wyjaśnił lekarz
- -Niestety może zdarzyć się tak, że pomimo zgodności tkankowej organizm odrzuci przeszczep.
- -A wtedy?
- -Ponownie rozpoczniemy procedurę. Muszą być państwo bardzo silni bo córka będzie potrzebować państwa wsparcia.
- -Dobrze. Dziękujemy za wszystko.- powiedział libero i zwrócił się do kobiety chwytając ją pod ramię
- -Chodź kochanie.
- Kobieta ociężale podniosła się z krzesła. Ledwie para opuściła gabinet Weronika po raz kolejny zaczęła głośno płakać.
- -Krzysiek nie dam rady. To wszystko mnie przerasta.
- -Nie zostawię Cię z tym samej.- obiecał przytulając Magierską
- -Idź do Dominiki i Anastazji. Muszę wykonać jeszcze jeden telefon.
- -Dziękuję Ci za wszystko. Gdyby nie Ty…
- -No idź już.- ponaglił ją
- -Idę, idę.
- Siatkarz wyjął z kieszeni kurtki komórkę i wybrał dobrze znany numer.
- -Hej Kuba!- przywitał przyjaciela
- -Kiedy przyjeżdżasz do Polski?
- -Cześć! Za 4 dni gramy mecz z Rumunią.- odpowiedział mu mężczyzna
- -A o co chodzi?
- -Miałbym do Ciebie sprawę. Tym razem nie prywatną lecz służbową.
- -Słucham.
- -Córka mojej znajomej zachorowała na białaczkę i pilnie potrzebujemy dawcy szpiku. Pomyślałem sobie, że może Twoja fundacja mogłaby coś zdziałać.- wyjaśnił
- -Znajoma? Nie wiedziałem, że się z kimś spotykasz po śmierci Iwony.
- -Kuba teraz są ważniejsze sprawy.- zirytował się
- -Możesz nam pomóc czy nie?
- -Najlepiej będzie jak zadzwonisz do Małgosi i z nią wszystko obgadasz.- poradził mu i dodał
- -Za raz wyślę Ci do niej numer.
- -Dzięki. Na Ciebie zawsze można liczyć.
- -Jeśli mogę komuś pomóc to dlaczego miałbym tego nie robić.- odparł luźno
- -Ile lat ma ta dziewczynka?
- -7. Chodzi do jednej klasy z Dominiką.
- -Dobra. To już wysyłam Ci ten numer i zadzwoń do Małgosi. Na pewno uda się coś zorganizować.
- -Jeszcze raz dzięki. Do usłyszenia!
- -Do usłyszenia, a może nawet prędzej do zobaczenia.- odpowiedział polski pomocnik rozłączając się
- ***
- Miałam jakąś taką wenę na to opowiadanie dlatego powstał ten rozdział u góry. Mam nadzieję, że się podoba. Spodziewał się ktoś takiego obrotu spraw? Wybacznie, ale nie mogłam nie wrzucić tutaj mojego ulubionego i najbardziej cenionego piłkarza Kuby Błaszczykowskiego. Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next! :) Czekam na jakieś wasze opinie.
- PAMIĘTAJ KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!!!
wtorek, 29 listopada 2016
Rozdział 10
- Krzysiek obudził się z potwornym bólem głowy. Mężczyzna czuł, że ból za chwilę rozsadzi mu czaszkę. Uciążliwy dźwięk budzika jeszcze bardziej pogłębił jego złe samopoczucie. Libero wymacał na oślep komórkę i wyłączył alarm. Siatkarz otworzył powoli oczy i doznał szoku widząc, że druga strona łóżka jest zajęta przez Weronikę.
- -Halo! Weronika!- zaczął potrząsać kobietą
- -Co jest?- zapytała zaspana jednak nie doczekała się odpowiedzi tylko została zalana lawiną pytań
- -Co robisz w moim łóżku? Czy między nami coś zaszło? Co się stało w nocy?
- -Krzysiek powoli.- przerwała mu
- -Powiedziałeś wczoraj Sebastianowi prawdę o zmarłej Iwonie, a on się na Ciebie obraził. Później zadzwoniłeś do mnie pijany no i przyjechałam tutaj i zostałam na noc.
- -Sebastian, dzieci, muszę je wyszykować do szkoły!- wykrzyknął spanikowany
- -W takim stanie nigdzie się nie ruszysz!- zarządziła
- -Ja zajmę się dziećmi, a Ty zastanów się nad sobą i ogarnij jakoś. Gdzie masz łazienkę?
- -Możesz skorzystać z mojej. Pierwsze drzwi na lewo od wejścia.- odpowiedział
- Kobieta poszła najpierw obudzić dzieci, a następnie zajęła się sobą. Weronika nie miała przy sobie jakichkolwiek kosmetyków dlatego jedynie przepłukała twarz letnią wodą i i umyła zęby nakładając odrobinę pasy na palec wskazujący. Kiedy Magierska była już gotowa zajrzała do pokoju Dominiki i zobaczyła, że dziewczynka nie może sobie poradzić z założeniem sweterka.
- -Pomóc?- zapytała przekraczając próg
- Dziewczynka podniosła wzrok na kobietę i skinęła delikatnie głową. Po chwili mała Ignaczakowa wspólnie z Weroniką zeszły do kuchni przygotować śniadanie.
- -Na co masz ochotę?- zapytała Magierska
- -Na płatki z mlekiem.- odparła dziewczynka wdrapując się na stołek przy kuchennej wyspie
- -Dominika mogę Cię o coś zapytać?- poprosiła wyciągając mleko z lodówki
- -Tak.- rzuciła krótko dziewczynka
- -Tata przyjaźni się z kimś?
- -Z wujkiem Bartkiem.- odparła po chwili namysłu
- -To ktoś z drużyny?- upewniła się
- Dominika pokiwała twierdząco głową, a Weronika prześledziła w myślach skład zespołu próbując znaleźć jakiegoś Bartka. Po paru minutach w kuchni pojawił się zaspany Sebastian. Chłopiec ewidentnie ignorował Magierską. Na pytanie o to co chciałby zjeść odpowiedział, że nie jest głodny i ruszył do wyjścia. Weronika westchnęła głęboko, ale nie zamierzała jeszcze wywieszać białej flagi.
- -Sebastian poczekaj!- zatrzymała wychodzącego chłopca
- -Nie chcę z panią rozmawiać!- odburknął
- -Proszę daj mi 5 minut.
- -Nawet na to pani nie zasłużyła.
- -A czy Twój ojciec zasłużył na takie potraktowanie!- odbiła pałeczkę
- -Chce go pani usprawiedliwiać?
- -Chodźmy do salonu.- zaproponowała i zwróciła się do Dominiki
- -Za chwilę wrócimy.
- Chłopiec z lekkim ociąganiem ruszył za kobietą. Weronika usiadła na kanapie i poklepała miejsce obok siebie. Sebastian bardzo niepewnie usiadł obok niej.
- -Nie popieram tego co zrobił Twój tata.- zaczęła
- -Kłamstwo zawsze będzie kłamstwem bez względu na motyw. Mimo wszystko powinieneś postarać się zrozumieć tatę. W jednej chwili zawalił mu się cały świat. Stracił ukochaną żonę. Został sam z dwójką dzieci. Nie jesteś sobie w stanie wyobrazić jak musiało mu być ciężko…
- -Ale to go nie usprawiedliwia!- krzyknął Sebastian
- -Wiem, ale on Cię teraz bardzo potrzebuje. Już jedną stratę przeżył w ostatnim czasie i obawiam się, że kolejnej może już nie przeżyć.
- -Dlaczego tak bardzo Ci na tym zależy?- zapytał nie zwracając uwagi, że przechodzi na Ty
- -Masz na myśli dlaczego chcę, żebyś pogodził się z tatą?
- -Tak.
- -Z wielu powodów. Po pierwsze masz tylko jego i Dominikę. Owszem są dziadkowie i dalsze wujostwo, ale z tej najbliższej rodziny zostali Ci tylko oni. A po drugie życie jest zbyt krótkie, żeby się wiecznie dąsać na kogoś. Co Ci to da, że nie będziesz odzywał się do taty? Poczujesz się przez to szczęśliwszy?
- -Być może nie, ale na razie nie potrafię mu wybaczyć.- uciął Sebastian wychodząc z pokoju
- Weronika podniosła się kanapy i ruszyła do kuchni. Kiedy kobieta weszła do pomieszczenia Dominika akurat kończyła śniadanie.
- -Jeśli już zjadłaś to śmigaj na górę po plecak!- zawołała do dziewczynki, a mała Ignaczakowa zeskoczyła z krzesła i pognała do swojego pokoju
- Weronika posprzątała po śniadaniu, a następnie zajrzała do Krzyśka. Mężczyzna ponownie zasnął najwyraźniej wymęczony wczorajszymi wydarzeniami. Kobieta weszła po cichu w głąb pokoju i chwyciła komórkę libero. Na szczęście siatkarz nie miał ustawionego specjalnego hasła do odblokowania telefonu. Magierska załadowała listę kontaktów, ale niestety Krzysiek miał zapisanych aż czterech Bartków. Weronika westchnęła podirytowana nie wiedząc co robić.
- -Ciociu już jestem gotowa!- krzyknęła Dominika wybudzając mężczyznę
- Krzysiek otworzył oczy mamrocząc coś pod nosem.
- -Śpij dalej.- uspokoiła go chowając za plecami zabrany telefon
- Siatkarz przewrócił się na drugi bok i ponownie oddał w krainę snu. Kobieta jeszcze raz odblokowała komórkę i zajrzała do listy najczęstszych połączeń. Na samej górze znajdował się numer podpisany jako Bartek. Magierska uśmiechnęła się do siebie przepisując kontakt.
- Po pół godzinie Weronika zajechała po córkę. Anastazja trochę marudziła, że musiała zostać u sąsiadki, ale ledwie ujrzała Dominikę natychmiast się ożywiła. W przeciwieństwie do dziewczynek Sebastian nie miał ochoty na jakiekolwiek towarzystwo. Przez całą drogę siedział wpatrzony w boczną szybę i nie odezwał się ani słowem. Nawet wysiadając na szkolnym parkingu nie pożegnał się z Weroniką. Kobieta nie miała mu tego za złe i doskonale rozumiała jak bardzo chłopiec przeżywa tę całą sytuację. Następnie kobieta odwiozła dziewczynki. Zanim Magierska odjechała sprzed szkoły córki zadzwoniła do Bartka, żeby umówić się na spotkanie.
- -Słucham!- atakujący odebrał po drugim sygnale
- -Dzień dobry Nazywam się Weronika Magierska i jestem znajomą Krzyśka. Moglibyśmy się dzisiaj spotkać?
- -Znajomą?- zdziwił się siatkarz
- -Tak.- odparła krótko nie mając zamiaru tłumaczyć mężczyźnie złożoności ich relacji
- -Możemy się spotkać?- ponowiła swoje pytanie
- -Dobrze. Spotkajmy się w Niebieskich Migdałach. Wie pani gdzie to jest?
- -Oczywiście.- zapewniła natychmiastowo
- -Mieszkam w Rzeszowie od małego.
- -Pasuje Pani godzina 12?- zapytał, a Weronika od razu przytaknęła
- -W takim razie o 12 w Niebieskich Migdałach- podsumował siatkarz i zakończył połączenie
- Punktualnie w południe kobieta zajechała pod kawiarnię. Ledwie Magierska weszła do środka od razu zauważyła siedzącego przy stoliku Bartka.
- -Dzień dobry!- przywitała się wyciągając dłoń w kierunku mężczyzny
- Atakujący podniósł się z krzesła i uścisnął rękę kobiety.
- -Napije się pani czegoś?- zapytał
- -Poproszę białą kawę.- odparła, a siatkarz przywołał kelnerkę ruchem dłoni
- -Prosimy dwie białe kawy.- złożył natychmiastowe zamówienie
- -Zatem o czym chciała pani porozmawiać?- zagadnął kiedy odeszła kelnerka
- -Zakładam, że jako przyjaciel Krzyśka wie pan o śmierci Iwony i o tym, że okłamywał swoje dzieci.- powiedziała na wstępie
- -Tak. Bardzo go wspierałem po tym wszystkim.- odparł siatkarz
- -Krzysiek powiedział wczoraj Sebastianowi prawdę?
- -Co zrobił?!- wykrzyknął zaszokowany mężczyzna
- -Jednak nie to jest najgorsze. Chłopiec wściekł się na swojego ojca za to, że go okłamał. A Krzysiek nie mogąc sobie z tym poradzić upił się w nocy i do mnie zadzwonił. Jak przyjechałam ledwie stał na nogach i kontaktował.- wyjaśniła
- -Czy pani jest jego nową partnerką?- zapytał niepewnie
- -Nie skądże. Jesteśmy tylko parą znajomych. Nasze córki chodzą do jednej klasy.
- Bartek pokiwał głową ze zrozumieniem, a wtedy kelnerka przyniosła ich kawy. Weronika upiła łyk gorącego napoju i powróciła do przerwanego wątku.
- -Myślę, że Krzysiek nie powinien być teraz sam. On nadal przeżywa śmierć żony.
- -Pytałem go czy wszystko w porządku, ale on zawsze mnie zapewniał, że tak.- powiedział zamyślony
- -Nie znam go tak długo jak pan, ale wydaje mi się, że Krzysiek po prostu lubi uszczęśliwiać wszystkich na siłę i nie chce obarczać kogoś swoimi problemami.- wyznała
- -Może skończymy z tym per pan?- zaproponował
- -Czuję się dość dziwnie jak ktoś tak do mnie mówi.
- -Pewnie. Weronika.
- -Bartek. Wpadnę dzisiaj do niego po treningu bo podejrzewam, że nie będzie w stanie na niego dotrzeć.- obiecał
- Wtedy rozległ się dźwięk komórki Magierskiej. Zaskoczona kobieta wyjęła telefon z torebki, a kiedy spojrzała na wyświetlacz zdziwiła się jeszcze bardziej.
- -Halo!- rzuciła niepewnie do słuchawki
- Słowa, które usłyszała po drugiej stronie ścięły ją z nóg.
- -Tak jestem mamą Anastazji Magierskiej.- zapewniła łamliwym głosem
- Kobieta po drugiej stronie zaczęła coś tłumaczyć Weronice, ale do kobiety docierały tylko skrawki jej słów.
- -Rozumiem. Za raz przyjadę.- zapewniła rozłączając się
- -Coś się stało?- zapytał zmartwiony siatkarz
- -Moja córka zemdlała w szkole i została zabrana do szpitala.- wyrzuciła szybko w pośpiechu ubierając płaszcz
- -Poczekaj, zawiozę Cię.- zaproponował
- -Dzięki, ale przyjechałam swoim samochodem. Na razie.- odpowiedziała wybiegając z kawiarni
- Po kilkunastu minutach zasapana kobieta wbiegła do szpitala. Pani w recepcji poinformowała ją, że Anastazja aktualnie jest badana przez lekarza.
- -Panie doktorze! Co z moją córką?!- zawołała hamując łzy bezsilności
- -Na razie robimy badania. Jak przyjdą wyniki będziemy wiedzieć coś więcej.
- -Ale co się właściwie stało?
- -Pani córka zasłabła w szkole, a ogólny wywiad wykazał utrzymującą się wysoką gorączkę. Czy w ostatnim czasie zauważyła pani jakieś zmiany w zachowaniu bądź samopoczuciu córki?
- Kobieta pokręciła przecząco głową.
- -Przez pewien czas była trochę nieswoja, ale myślałam, że po prostu tęskni za zmarłym ojcem.- wytłumaczyła
- -Co to znaczy nie swoja?- dopytał mężczyzna
- -Czasami była taka markotna. Nic jej się nie chciało. Nie miała nawet apetytu.
- -Rozumiem. Poczekajmy na wyniki badań i wtedy pomyślimy o dalszym leczeniu.
- -Panie doktorze mam już wyniki tej pacjentki, Anastazji.- powiedziała wchodząca pielęgniarka
- Mężczyzna odebrał od niej plik kartek i dokładnie prześledził zamieszczone na nich dane.
- -Panie doktorze co jest?- zapytała widząc zmartwiony wyraz twarzy mężczyzny
- -Będziemy musieli poszerzyć diagnostykę.- odparł zagadkowo
- ***
- Mamy dziesiątkę! Jak myślicie co może dolegać Anastazji? Czy Weronika będzie musiała zmierzyć się z kolejną stratą? Pozdrawiam! Dobrej nocy! Do next! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
