sobota, 18 lutego 2017

Rozdział 17

Za ściany dochodziły krzyki lekarza oraz pielęgniarek walczących o życie Anastazji. Z każdą minutą bezskutecznej walki serce Weroniki rozpadało się na miliony kawałków. Kobieta oparła się o szklane drzwi oddzielające ją od córki i zaczęła modlić się w myślach. Najpierw do Boga, a następnie do Artura. Magierska błagała zmarłego męża, żeby nie pozwolił zabrać jej córki. Jedną stratę w swoim życiu już przeżyła i czuła, że kolejna mogłaby być dla niej jak cios nokautujący. Niestety mimo błagalnych próśb na ekranie kardiomonitora w dalszym ciągu widniała prosta kreska, a serce Anastazji nie chciało podjąć współpracy.
-Błagam, Artur! Wiem, że też, chcesz mieć ją blisko siebie, ale proszę nie zabieraj mi jej. Ona jest jedyną pamiątką po Tobie.- mówiła przez płacz
-Anastazja walcz!- krzyknęła bezsilnie
Ciałem Weroniki wstrząsnął kolejny szloch. Strach o utratę córki doszczętnie ją wykończył. Dobijającą ciszę przerwał po chwili dźwięk telefonu. Kobieta wyjęła komórkę z małej kopertówki, a kiedy zobaczyła widniejące na wyświetlaczu imię Krzyśka natychmiast odrzuciła połączenie. Mężczyzna jednak nie ustąpił i ponownie wybrał numer Magierskiej. Weronika westchnęła głęboko przykładając komórkę do ucha.
-Halo.- wychlipała pociągając nożem
-Weronika co się dzieje?!- zawołał zaniepokojony
Kobieta wzięła kilka wdechów próbując się uspokoić. Nie chciała niepotrzebnie niepokoić siatkarza. Mężczyzna powinien się teraz skupić na najbliższym meczu, a nie na jej zmartwieniach.
-Coś z Anastazją?- dopytał nie doczekawszy się odpowiedzi
-Dlaczego zadzwoniłeś?- odbiła pałeczkę grając na zwłokę
-Po prostu chciałem usłyszeć Twój głos. Weronika powiedź mi co się dzieje?
-Anastazja umiera!- wykrzyknęła ponownie zanosząc się szlochem
-Co jak to?! Weronika wynajmuję samochód i już do was jadę!
-Nie, Krzysiek! Drużyna Cię potrzebuje!- zaprotestowała natychmiast
-Drużyna poradzi sobie beze mnie, Wojtek godnie mnie zastąpi. Teraz to wy mnie potrzebujecie.- oznajmił twardo
-Ale trener będzie wściekły…
-To trudno. Może mnie nawet wywalić z zespołu, ale nie zostawię was samych. Kiedy przyjadę czeka nas poważna rozmowa. Myślę, że wiesz o czym chcę porozmawiać.
-Dziękuję.- wyszeptała nie mogąc zdobyć się na nic więcej
Kobieta wiedziała, że to jedno, ośmioliterowe słowo nie oddaje wdzięczności jaką czuła. Krzysiek rzeczywiście był jej dobrą wróżką, jej aniołem stróżem.
-Będę nie długo. Zobaczysz Anastazja wyjdzie z tego. To silna dziewczynka, po mamie.
Weronika chciała zaprotestować, że wcale tak nie jest, ale ostatecznie jeszcze raz podziękowała siatkarzowi i zakończyła połączenie. W tym samym momencie salę, w której leżała mała Magierska zaczęły opuszczać pielęgniarki.
-Co z moją córką?- zaczepiła jedną z sanitariuszek
Kobieta posłała jej delikatny uśmiech.
-Może być pani dumna z córki. Walczyła niczym żołnierz na wojnie.
-Ale żyje?- zająknęła się
-Tak jednak jest bardzo słaba. Resztę informacji udzieli już pani lekarz.
Weronika potaknęła głową.
-Mogę do niej wejść?
-Ale tylko na chwilę. Proszę jej zbytnio nie zamęczać.- odpowiedziała odchodząc
Magierska weszła powoli do pokoju od razu napotykając smutne spojrzenie Anastazji.
-Mamusiu.- wychrypiała dziewczynka z trudem
Weronika nie zważając na ostrzegawcze krzyki lekarza podbiegła do córki i ucałowała ją w czoło.
-Skarbie nie rób mi tego więcej.- poprosiła drżącym głosem -Wiesz jak się o Ciebie martwiłam?
-Przepraszam.- smutek w oczach małej Magierskiej jeszcze bardziej się pogłębił
-Nie przepraszaj, po prostu nigdy więcej mnie tak nie strasz.- poprosiła
Rozmowa z trenerem nie była łatwa. Mężczyzna nie potrafił zrozumieć jego postępowania. Dla Andrzeja liczyła się tylko i wyłącznie drużyna oraz punkty w tabeli Plusligi. Nie przemówiła do niego nawet wiadomość o tym, że Anastazja umiera.
-Rób co chcesz.- rzucił chłodno po czym odszedł
W przeciwieństwie do trenera cała drużyna stanęła za nim murem. Chłopacy obiecali dać z siebie wszystko i przywieźć z Bydgoszczy upragnione trzy punkty. Krzysiek był im wdzięczny za okazane wsparcie. Mężczyzna wiedział, że nie powinien zostawiać ich w tak ważnym momencie, ale cieszył, że koledzy rozumieli jego postępowanie. Oni mieli do zagrania mecz tutaj, na hali widowiskowo- sportowej „Łuczniczka”, a on wracał do Rzeszowa stoczyć równie ciężki bój. Bój o kobietę, która zajęła bardzo ważne miejsce w jego sercu. Weronika nie wymiotła z niego Iwony. Wbrew temu co sądził Sebastian siatkarz nadal pamiętał o zmarłej żonie. Jednak w ciągu ostatnich dni zaczął myśleć, że to może właśnie Iwonka postawiła na jego drodze Magierską. Może chciała zapewnić mu w ten sposób opiekę. Może chciała, żeby poczuł jeszcze smak szczęścia. Przecież w trakcie leczenia nie raz powtarzała tę samą prośbę.
-Krzysiek, proszę, nie rozpaczaj po mojej śmierci, rusz na przód, bądź szczęśliwy, a wtedy ja będę szczęśliwa obserwując was z góry.
Droga do Rzeszowa dłużyła mu się w nieskończoność, a kiedy zaparkował przed szpitalem poczuł się całkowicie wypruty psychicznie i fizycznie. Po ośmiogodzinnej jeździe potrzebował chwili odpoczynku, ale teraz jego potrzeby zeszły na dalszy plan. Mężczyzna chciał jak najszybciej znaleźć się przy Weronice, przytulić ją, poczuć jej bliskość. Krzysiek wszedł do budynku i skierował swoje kroki w dobrze znanym kierunku. Z każdym metrem przybliżającym go do kobiety czuł nasilające się zdenerwowanie. Ignaczak nie wiedział jak Magierska zareaguje na jego wyznanie. Wyśmieje go, będzie próbowała zmienić temat, a może zacznie mu wmawiać, że myli to uczucie z potrzebą bliskości. Jakakolwiek ta reakcja by nie była libero nie chciał dłużej czekać. Na boisku, w trakcie meczu nie ma czasu na długie dywagacje. Czasami musisz podjąć decyzje w ułamku sekundy. Przyjąć zagrywkę czy ją puścić sądząc, że wyjdzie na aut? Zaryzykować i nie wstrzymać ręki, a może zagrać bezpiecznego flota? Chociaż w życiu, tego czasu z reguły jest więcej to siatkarz czuł, że jeśli dzisiaj nie zdecyduje się na tę poważną rozmowę to jutro może już być na nią za późno. Kiedy Krzysiek zaszedł na oddział onkologiczny zastał Weronikę przechadzającą się po korytarzu. Jak tylko kobieta go dostrzegła natychmiast ruszyła w jego kierunku by po chwili wpaść w otwarte ramiona igły. Mężczyzna przyciągnął ją mocno do swojej piersi napawając się tym niebywałym uczuciem.
-Co z Anastazją?- zapytał w końcu odsuwając od siebie Magierską
-Lekarz mówi, że chemia ją wykańcza. Na razie nie może być mowy o jakimkolwiek przeszczepie. Jej organizm jest za słaby i może tego nie przeżyć.- wyjaśniła w skrócie -Musimy czekać.
-To poczekamy tyle ile będzie trzeba.- oznajmił stanowczo prowadząc Weronikę w kierunku krzesełek stojących pod ścianą.
Mężczyzna pierwszy zajął miejsce po czym wciągnął ją na swoje kolana. Kobieta nawet nie zaprotestowała tylko jeszcze bardziej wtuliła się w libero.
-Weronika ja wiem, że to może nie jest najwłaściwszy moment, ale nie mogę dłużej dusić tego w sobie.- Krzysiek zebrał się na odwagę po kilku minutach
Magierska odchyliła głowę i posłała libero spojrzenie pełne niepokoju.
-Zakochałem się w Tobie.- powiedział wprost -Nie wiem jak i kiedy to się stało, ale tak właśnie czuję. Bardzo długo wzbraniałem się przed tym uczuciem, ale teraz jestem już pewny.
Kobieta spuściła głowę nic nie mówiąc, a siatkarz cierpliwie czekał na jakąś reakcję z jej strony. Po dłuższej chwili milczenia Krzysiek jednak nie wytrzymał i zwrócił się do niej błagalnie.
-Weronika powiedź coś.
-Ja… ja...

***
Wiem, że znowu nie było mnie tutaj jakiś czas, ale nawał obowiazków zrobił swoje. Mam nadzieję, że ten rozdział jest miłą osłodą za to długie oczekiwanie. Jak myślicie jaka będzie reakcja Weroniki na wyznanie Krzyśka. Czekam na wasze pomysły. Dobrej nocy! Do next! Postaram się, żeby tym razem był szybciej! :)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Zwiastun!

Jak zapewne zauważyliście na pasku bocznym pojawił się zwiastun do tego opowiadnia. Jest to drugie takie moje dzieło. Nie jestem jakimś extra montażystą, ale mam nadzieję, że filmik wyszedł całkiem nieźle.
Czekam na wasze opinie. Podoba się? Nie podoba? Co byście zmienili? Na prawdę każda uwaga będzie dla mnie cenna. Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

PS. Next powinien się pojawić w przeciągu paru dni.